Pocałunek Killiana był gwałtowny i twardy, naznaczony nieomylną zaborczością Alfy.
Jedną dłonią ujął tył jej głowy. Druga mocno zacisnęła się wokół jej talii. W ułamku sekundy ostry zapach sosnowych feromonów wypełnił powietrze, otaczając ich oboje niczym pożar.
Kaelie czuła, jak jego kły muskają jej wargi — lekko, celowo. Był to intymny gest, właściwy tylko dla ich gatunku.
— Mmph… — Jej protest






