VIKTOR
Mój wzrok zwęził się w palącą, poszarpaną czerwień. Każdy instynkt, jaki posiadałem — starożytne, krwawe dziedzictwo Królów Likanów — domagał się jednego: uległości. Albo ciszy. Nie dbałem o to, co nastąpi pierwsze. Skoczyłem, a moja ręka wystrzeliła z prędkością zaprzeczającą prawom fizyki; palce zacisnęły się na jej smukłym gardle, zanim zdążyła nabrać tchu do krzyku.
Skóra na jej szyi by






