Za moimi plecami rozległy się kolejne krzyki, ale nawet się nie obejrzałam.
W końcu, z ramieniem Jonathana oplecionym wokół mojej talii, nie byłam w pozycji do obrony. Bez względu na to, jak głośno krzyczałam, on bez wahania wrzucił mnie do samochodu.
Wpatrywałam się w niego, z oczami przekrwionymi i płonącymi wściekłością. "Jak śmiesz, Jonathan?"
Zanim zdążyłam kontynuować, Jonathan zatrzasnął dr






