Nasze ciała leżały splecione po wszystkim; moja skóra lśniła przylegając do jego skóry, a my oboje oddychaliśmy w ten ciężki, pełen satysfakcji sposób, który nadchodzi po tym, jak rozkosz osiąga szczyt i opada. Jedwabna pościel pod nami skręciła się w gniazdo materiału, rozgrzane od naszych wysiłków. W cichej ciemności jego komnat – a raczej, jak zakładałam, teraz już naszych komnat – wodziłam pal






