Pędziłam przez las, a moje łapy niemal nie dotykały ziemi, niesione furią. Każdy sus oddalał mnie od Theo, od jego kłamstw, od tego obrzydliwego odkrycia, które zrujnowało resztki zaufania między nami. Moje córki kopały w moim łonie, bezpieczne w ciele matki-wilczycy, nieświadome, że ich ojciec ukrywał groźby wymierzone w ich własne istnienie. Wiatr pędził przez moje białe futro, niosąc zapachy so






