Stałem jak wryty, patrząc, jak biała smuga, którą była Artemis, znika między drzewami, zabierając ze sobą moją partnerkę, moją królową i wszelkie złudzenia, że właściwie podszedłem do tej sytuacji. Las zdawał się kpić z mojej tragedii swoją obojętnością – ptaki nadal śpiewały, liście szeleściły na lekkim wietrze, promienie słońca malowały polanę plamami światła, jakby nie wydarzyło się przed chwil






