Niosłem Emmę przez pałacowe korytarze, a jej ciężar był w moich ramionach jednocześnie znajomy i przerażająco lekki. Krew — moja i jej — zaschła w postaci ciemnych plam na naszej skórze, krusząc się przy każdym chwiejnym kroku, który stawiałem. Rana w moim boku krzyczała z bólu przy każdym najmniejszym ruchu, ale nie zamierzałem pozwolić, by ktokolwiek inny niósł moją przeznaczoną. Aeson krążył ni






