Nie widziałam kompletnie nic przez ciepłe dłonie Christiana, które mocno zasłaniały mi oczy, ale czułam zmianę w powietrzu, gdy przeszliśmy z klimatyzowanego wnętrza pałacu w rześki, jesienny poranek na zewnątrz. Jego zapach – drzewo sandałowe i bursztyn – otulał mnie, gdy prowadził mnie naprzód. Jego klatka piersiowa opierała się o moje plecy, a głos był cichym pomrukiem w moim uchu, ostrzegający






