SLOANE
Hayes ciągnie mnie za sobą do... cóż, sama nie wiem dokąd idziemy. Jego uścisk przypomina żelazo. Szczękę ma zaciśniętą tak mocno, że wygląda, jakby miała zaraz pęknąć.
– Hayes! – syczę, próbując wyrwać rękę. Nie zatrzymuje się, nawet na mnie nie spogląda. Po prostu idzie dalej, jego kroki są długie i zdecydowane.
Nie sposób za nim nadążyć. Jestem pijana, tak bardzo pijana, że widzę podwójn






