PERSPEKTYWA TRZECIEJ OSOBY
Samotnik rzucił się z warczeniem, ale Seraphina stawiła mu czoła, bosa, usmarowana krwią, w pół-przemianie i dzika. Jej pazury rozerwały jego klatkę piersiową jak papier, kości chrupały pod naporem jej wściekłości. Nie zatrzymała się, by zaczerpnąć tchu. Nadbiegł kolejny, a ona obróciła się, miażdżąc mu piętą szczękę, zanim skoczyła, zatapiając zęby w jego gardle.
Za nią






