RYKER
Cóż, było fajnie, dopóki nie musiałem ich dotykać.
Klątwa depcząca mi po piętach zaczęła mnie kurewsko irytować od momentu, gdy ta próba się zaczęła.
Mój wilk jeżył się z każdą przypieczętowaną więzią, znamię paliło coraz mocniej, a klątwa wciąż się utrzymywała. Szeptała, śmiała się: cicho, drwiąco, niczym pazury drapiące o czaszkę. Ten dźwięk wnikał pod moją skórę, działając mi na nerwy z






