– Krzycz, jeśli się odważysz – zadrwiłam, szarpiąc Ann za włosy i uderzając nią mocno o ziemię.
– Jesteśmy teraz w garażu. Twoi rodzice nie usłyszą, jak płaczesz ani jak krzyczysz... Uwierzyłabyś mi, gdybym powiedziała, że zrujnuję twoją śliczną buźkę?
Ann była przerażona, a jej głos drżał. – Stephany, postradałaś zmysły? Jeśli mnie zranisz, mama i tata tak łatwo ci nie wybaczą. Nie myśl sobie, że






