Rany Michaela zostały opatrzone. Podszedł do mnie. "Stephie, chodźmy do domu."
Wciąż byłam oszołomiona, lecz szybko otrząsnęłam się i wróciłam do rzeczywistości. "Idź sam..."
Sprawa tego morderstwa stawała się coraz bardziej skomplikowana.
Nie miałam pojęcia, jak radzi sobie Steven. Musiał strasznie cierpieć pod kontrolą Petera.
Szpital psychiatryczny nie był miejscem zdatnym do życia dla ludzi.
"






