– Ona z tobą nie pójdzie...
Ubrany w szpitalną koszulę Steven stał w drzwiach, przemawiając ochrypłym głosem. Jego klatka piersiowa ciężko unosiła się i opadała, a on sam wpatrywał się we mnie z napięciem. Wyglądało to tak, jakby błagał mnie, żebym nie odchodziła z Michaelem.
Michael rzucił Stevenowi ostrzegawcze spojrzenie.
– Stevenie Lincoln, zobaczymy, jak długo uda ci się ciągnąć ten teatrzyk!






