Punkt widzenia Adama
Obudziłem się w pełni wypoczęty. Żadne szpony koszmaru nie wciągały mnie z powrotem, żadny pot nie przesiąkał mojej koszuli, nie czułem duszącego ciężaru na klatce piersiowej. Tylko spokojne oddechy, jej i mój, splątane ze sobą.
Przez chwilę po prostu tam leżałem, wpatrując się w słabą poświatę wkradającą się przez zasłony, słuchając jej cichego oddechu obok mnie. Czułem uci






