Punkt widzenia Adama
Liora wyglądała jak postać wyjęta prosto z marzenia sennego.
Z marzenia, którego nie miałem prawa śnić.
Zeszła po schodach z niesamowitą gracją, a głęboki błękit jej sukni chwytał każdy najmniejszy błysk światła, jakby sam materiał był utkany ze zmierzchu. Jej włosy były upięte w miękkie loki, a kilka delikatnych kosmyków okalało jej twarz.
Zacisnąłem dłonie w pięści za plecam






