languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Aeliana Thorne23 mar 2026

Odmawiałam pozwolenia Viktorowi na zakłócanie moich codziennych nawyków, z których jeden obejmował wymykanie się do kuchni, aby ukraść jedną ze słynnych babeczek Sheili. Byłam prawie w stu procentach pewna, że Sheila i Shannon były w poprzednim wcieleniu czarownicami, ponieważ ukrycie czegokolwiek przed nimi graniczyło z cudem.

To tylko czyniło moje wybryki jeszcze zabawniejszymi.

Wkradłam się do zatłoczonej kuchni i natychmiast zauważyłam, że Sheila jest zajęta dyrygowaniem niektórymi z pozostałych kucharzy. Uśmiechnęłam się do siebie; zdecydowanie była rozproszona.

Skradałam się do blatu, na którym parował talerz pełen jej babeczek. Słyszalny jęk wymknął się z moich ust, gdy odwróciłam się i zobaczyłam Viktora, sterczącego tam, niesamowicie rzucającego się w oczy.

– Nie wiesz, jak się skradać? – jęknęłam do niego, nie spuszczając wzroku z Sheili.

Ku mojemu zaskoczeniu, uniósł swoją ciemną brew, a jego obsydianowe spojrzenie pozostało utkwione we mnie.

Zerknęłam na Sheilę i uznałam, że to będzie moja jedyna szansa. Zgarnęłam jedną z babeczek i rzuciłam Viktorowi gniewne spojrzenie.

– A teraz pospiesz się, zanim mnie złapią – syknęłam, puszczając się biegiem w stronę drzwi tarasowych. Przestałam biec dopiero wtedy, gdy miałam pewność, że jestem wystarczająco daleko od gniewu Sheili.

Nie musiałam się odwracać, by wiedzieć, że Viktor za mną idzie; otaczająca go aura zdradzała go natychmiast.

Zatrzymałam się, żeby zjeść babeczkę, nie mając odwagi robić tego w obecności Shannon. Z pewnością dałaby znać matce o mojej kradzieży. Przesuwałam palcami po delikatnych płatkach każdego z intensywnie ubarwionych kwiatów, odgryzając wielki kęs ciasta.

Byłam tak pochłonięta babeczką i własnymi myślami, że nie zauważyłam Viktora wpatrzonego we mnie. Znów w jego oczach pojawiła się ta dziwna zmiana, ale był to tak odległy wyraz, że nie mogłam zrozumieć, co on oznacza.

– Sheila robi najlepsze babeczki, ale rzadko kiedy je dostaję, więc je kradnę – uśmiechnęłam się zawadiacko do Viktora i jego niewzruszonego spojrzenia.

Pozwoliłam, by moje oczy powędrowały do altany w oddali i ledwo mogłam dojrzeć sylwetkę Shannon, która czekała na mnie.

– Ale muszę zjeść ją już teraz. Jej córka jest moją najlepszą przyjaciółką i w ułamku sekundy by na mnie doniosła – sapnęłam.

Wiem, że prawdopodobnie wydawało się to dziwne. Mówiłam do cichego i bardzo niebezpiecznego mężczyzny, nie otrzymując nawet pojedynczej odpowiedzi. Trudno było to wyjaśnić, ale czułam się tak, jakby czekał na wytłumaczenie mojego zachowania.

Kiedy praktycznie pochłonęłam babeczkę, odwróciłam się, by pójść dalej, ale powstrzymała mnie odziana w skórę dłoń.

Zamroziło mnie, gdy poczułam dużą dłoń Viktora poklepującą mnie po ramieniu. Odwracając się w absolutnym zaskoczeniu, spojrzałam w górę na giganta, który nade mną górował.

– Yyy, słucham? – skrzywiłam się. Co sprawiło, że pomyślał, że on może mnie dotykać, a ja nie mogę zrobić tego samego?

– Jest twoim ochroniarzem, to przecież oczywiste. No, chyba że chcesz go dotknąć – mruknęła Aela, wysyłając do mojego niewinnego umysłu wszelkiego rodzaju niegrzeczne obrazy.

Poczułam, jak moje spojrzenie krzyżuje się z jego, i zamarłam, gdy wyciągnął dłoń w kierunku mojej twarzy. Ruchem, który powinien być zbyt delikatny dla kogoś jego postury, dotknął palcem wskazującym mojego policzka. Było to tak szybkie, że ledwo zdążyłam zarejestrować, co się wydarzyło.

Gdy cofnął dłoń, wreszcie zrozumiałam, dlaczego to zrobił. Na czubku jego palca znajdował się lepki kawałek czekolady. Moja twarz zapłonęła rumieńcem, gdy przetarłam to miejsce, pozbywając się dowodów.

Poczułam zadowolenie z faktu, że Viktor mnie dotknął; to wydawało się być początkiem. – Dzięki. – Uśmiechnęłam się do niego zadziornie, odwracając się, by kontynuować spacer.

Przechadzając się ogrodową ścieżką z moim milczącym obrońcą z tyłu, rozważałam kilka spraw.

Mój ojciec robił, co mógł, aby chronić mnie przed chłopcami. Randkowanie było u Likanów, zwłaszcza u członków rodziny królewskiej, czymś prawie niespotykanym. Nie było wiadomo, kto okaże się twoim przeznaczonym, a chodzenie na randki narażało tylko niewinne serca na cierpienie. Najbliższą rzeczą, jaką kiedykolwiek miałam do chłopaka, był Erik. Erik był następcą tronu innego, znacznie mniejszego Królestwa. Często odwiedzał naszą rodzinę i spędzał kilka dni w naszej posiadłości. Chociaż tylko trzymaliśmy się za ręce, wszyscy zakładali, że Erik będzie moim przeznaczonym.

Mimo mojego całkowitego braku doświadczenia w takich sprawach, nie brakowało mi pewności siebie. Nie czułam się nieśmiała ani krytyczna wobec mojego ciała czy tego, czego pragnę. Jasne, jak wszyscy ludzie wciąż miewałam chwile zwątpienia, ale w większości przypadków nie czułam strachu.

Wbiegłam po schodach do altany, opadając na puste krzesło obok Shannon. Próbowałam zignorować oszołomiony wyraz jej twarzy, gdy przypatrywała się Viktorowi. Byłam pewna, że nawet jako człowiek potrafiła wyczuć bijące od niego niebezpieczeństwo.

Jak zwykle, dwóch służących wyprowadziło srebrny wózek, tylko tym razem pełen małych kanapeczek koktajlowych i innych przekąsek.

– Więc, to jest ten ochroniarz? – Shannon zachichotała, ale jej oczy wciąż były szeroko otwarte. Viktor stanął z boku z założonymi potężnymi ramionami, spoglądając na nas z góry. Czasami jego oczy poruszały się, skanując otoczenie, ale szybko wracały do mnie.

Jego strój był formalny. Typowa czarna koszula zapinana na guziki w połączeniu z czarnymi spodniami. Czarna maska zakrywająca dolną połowę twarzy zlewała się z koszulą, sprawiając, że wyglądał prawie jak gigantyczny wojownik ninja.

Skinęłam głową, przeżuwając jedną z małych kanapek. – Tak, to on.

– Dlaczego nosi maskę i rękawiczki? – zapytała Shannon, a ja żałowałam, że sama nie znam na to odpowiedzi.

Wzruszyłam ramionami, popychając w jej stronę talerz z kanapkami. – Nie mam absolutnie żadnego pojęcia. Zresztą w ogóle mało mówi.

– Caroline będzie zachwycona. – Shannon zaśmiała się cicho, zerkając na mojego ochroniarza. Jego obecność była absolutnie niemożliwa do zignorowania.

Skrzywiłam się na samą myśl o tym, że Caroline mogłaby flirtować z Viktorem, bo wywołało to we mnie gorzki smak. – Życzę jej powodzenia – zachichotałam sucho.

– Wygląda na takiego, który potrafi o siebie zadbać – szepnęła mi Shannon, śmiejąc się pod nosem.

– No wygląda, prawda? Jest potężny, nawet jak na Likana – pokręciłam głową, biorąc łyk wody.

Shannon po raz ostatni spojrzała na Viktora i na szczęście zmieniła temat.

– Więc, jesteś podekscytowana swoimi urodzinami? – Shannon uśmiechnęła się szeroko, skubiąc jedną z malutkich kanapek.

Wzruszyłam ramionami, z góry wiedząc, jak będą wyglądać moje urodziny. – Na pewno tata zrobi z tego wielkie wydarzenie, wyprawi jakiś wielki bal czy coś w tym stylu.

– Powinnaś się cieszyć, to twoja najlepsza szansa na poznanie swojego przeznaczonego. Faceci będą ustawiać się w kolejce, żeby cię poznać. – Shannon się rozpromieniła. Kochała imprezy, a w zasadzie kochała każdy powód, by ubrać piękną suknię.

Sheila nigdy nie miała wystarczająco dużo pieniędzy, by kupić Shannon nową sukienkę, ale mój tata zawsze zamawiał po jednej dla niej i dla Caroline. Nie miałam nic przeciwko wystawnym imprezom, po prostu bycie w centrum uwagi było dla mnie wyczerpujące. Presja związana z zachowaniem opanowania i koniecznością rozmowy ze wszystkimi była wysoka. Było to coś, do czego przyzwyczajałam się przez wiele lat.

Zmarszczyłam brwi. – Masz rację. Ale co, jeśli nie chcę poznać mojego przeznaczonego?

– Dlaczego u licha miałabyś nie chcieć? Chciałabym, żeby ludzie mieli sobie przeznaczoną bratnią duszę. Wiesz, ile razy łamano mi serce? – Shannon z niedowierzaniem pokręciła głową.

Wzruszyłam ramionami i wypuściłam ze świstem zmęczone westchnienie. – To po prostu oznacza, że wszystko się zmieni. Niedługo po tym, jak znajdę przeznaczonego, tata ustąpi z urzędu. Będę miała tych wszystkich ludzi pod opieką.

– Poradzisz sobie fantastycznie, Arabello. Niezależnie od tego, czy to zaakceptujesz, czy nie, masz rządzenie we krwi – przytaknęła z pozytywnym nastawieniem Shannon.

Nawet jeśli próbowałam temu zaprzeczyć, wiedziałam, że miała rację. Czułam, jak we mnie płynie krew Alfy mojego ojca, wzmocniona faktem, że był on Królem Alfą.

– Teraz, kiedy masz ochroniarza, możesz wreszcie opuścić posiadłość – zauważyła Shannon, a na mojej twarzy wykwitł szeroki uśmiech.

– Masz rację! Chodźmy na kawę! – zaszczebiotałam, czując po raz pierwszy, że ten pomysł z ochroniarzem wcale nie był taki zły.

– Ty i twoja kawa. Przecież tutaj jest kawa! – zaśmiała się Shannon.

Zrobiłam do niej smutną minę. – Tu nie smakuje tak samo. Poza tym, ich babeczki z czekoladą są prawie tak dobre jak twojej mamy – oblizałam wargi z apetytem. Mogłam zjeść całkiem sporo, nawet jak na Likana, ale mój apetyt na babeczki z czekoladą nigdy nie był zaspokojony.

– Ty i twoja obsesja na punkcie babeczek. – Shannon przewróciła oczami.

Wzruszyłam ramionami. – Nie możesz mnie winić. To deser, który wypada jeść o każdej porze dnia.

– Masz rację. Na szczęście dzisiaj mam wolne. Muszę pomóc mamie w kuchni później, ale możemy iść teraz, jeśli chcesz? – Shannon uśmiechnęła się figlarnie.

Odwzajemniłam szeroki uśmiech. – Z chęcią bym poszła! Odprowadźmy ten wózek do kuchni i dam znać naszemu kierowcy.

Zciągnęłam wózek po schodach altany i pchałam go przed sobą, kierując się z powrotem do kuchni. Mroczna aura dobiegająca zza moich pleców była nieustannie obecna w moim umyśle. Choć wyczuwałam w niej zagrożenie i drapieżność, musiałam przyznać, że czułam się bezpiecznie.

Wciągnęłam wózek do dużej kuchni i ustawiłam go pod ścianą.

– Arabello, mogłaś się z nami połączyć mentalnie, kiedy skończyłaś – skarciła mnie jedna ze służących z delikatnym uśmiechem na ustach. Uśmiech jednak zniknął bez śladu, gdy napotkała groźną aurę Viktora.

Posłałam jej łagodny uśmiech. – I tak musiałyśmy przejść przez kuchnię.

– Arabello! – Krzyk Sheili rozległ się z masywnej jadalni.

– A myślałaś, że się nie dowie – zachichotała Aela w mojej głowie.

Poczułam, jak twarz mi blednie, kiedy w szoku spojrzałam na Shannon. – Cholera, musimy uciekać! – Zostawiłam Shannon w tyle, biegnąc przez dom, aż bezpiecznie wydostałam się za drzwi frontowe. Nie odwróciłam się, żeby sprawdzić, czy Viktor podąża za mną, ale wcale nie zdziwił mnie widok, że stoi kilka kroków za mną.

– Tato, Shannon i ja jedziemy do kawiarni na kawę. – Połączyłam się z nim mentalnie, dając znać, gdzie będę.

Odpowiedź nadeszła błyskawicznie: – Czy Viktor jest z tobą?

Przewróciłam oczami. – Oczywiście. Myślę, że nie mogłabym mu uciec, nawet gdybym chciała.

– Zrób mi przysługę i nie próbuj, Bello – usłyszałam w myślach pełen ulgi głos mojego taty.

Uśmiechnęłam się półgębkiem. – Oj tato, myślisz, że jestem tak utalentowana?

– Właściwie, to wiem, że jesteś. Bądź grzeczna, Bello. – Odpowiedział surowo ojciec, ale w wyobraźni praktycznie widziałam pojawiający się na jego twarzy uśmiech.

– Zawsze, tato – zachichotałam, zrywając połączenie mentalne.

Wskoczyłam na tylne siedzenie jednego z czarnych SUV-ów, które mieliśmy na parkingu dla pracowników. Shannon pośpiesznie wsiadła obok mnie, obdarzając mnie pełnym niedowierzania spojrzeniem.

Viktor usiadł z przodu i opuścił zasłonę przeciwsłoneczną z lusterkiem, żeby mieć na nas oko.

– Dokąd jedziemy, panno Arabello? – Starszy, ludzki kierowca odwrócił głowę, by się do mnie uśmiechnąć, rzucając znużone spojrzenie na Viktora.

Odpowiedziałam szerokim uśmiechem, mając nadzieję, że trochę złagodzę jego niepokój. – Tylko do kawiarni.

W drodze rozmawiałyśmy z Shannon o moich zbliżających się urodzinach i wielkiej imprezie, która z pewnością miała się odbyć. To będzie doskonała okazja, żeby ponownie zobaczyć Erika. Nie widziałam go od czasu, zanim zmarła moja mama.

Nie mogłam nie zauważyć wzroku Viktora utkwionego we mnie w lusterku i śledzącego każdy mój ruch. Próbowałam patrzeć na Shannon, ale obsydianowe spojrzenie Viktora nieustannie przyciągało moją uwagę.

Nie mogłam nic na to poradzić, że moje oczy wędrowały wzdłuż jego ciemnych rzęs, po czym zatrzymywały się na rozczochranych włosach. Zatopiona w myślach, zaczęłam się zastanawiać, jak wygląda jego twarz pod maską. Chciałam poprowadzić wzrok wzdłuż linii jego żuchwy i po jego ustach.

Zatrzymaliśmy się pod kawiarnią ledwie chwilę później. Na zewnątrz było kilka stolików zajętych przez ludzi. Każdy z nich miał wzrok wbity w zaciemnionego SUV-a, który właśnie podjechał.

Shannon wyskoczyła, a ja poszłam za nią, starając się nie patrzeć na Viktora. Nie potrafiłam tego w pełni wyjaśnić, ale odczuwałam chęć przebywania w jego pobliżu. Musiałam chyba całkowicie stracić zmysły. Jak w jakiejś taniej wersji syndromu sztokholmskiego.

Kupiłyśmy sobie kawy, a ja wzięłam kolejną babeczkę; bliskość Viktora sprawiała, że włosy jeżyły mi się na głowie. Kiedy miękki materiał jego koszuli otarł się o moje odsłonięte ramię, na całej skórze pojawiła mi się gęsia skórka. Walczyłam z szaloną chęcią, by się odwrócić i zerwać z niego tę maskę.

Znalazłyśmy wolny stolik na zewnątrz i opadłyśmy na krzesła. Viktor stanął bezpośrednio za moim krzesłem, a jego dziwny i odurzający zapach znów wypełnił moje nozdrza.

– Hej, Arabella – zawołał przystojny chłopak o blond włosach i dziecinnej twarzy. Nigdy wcześniej go nie widziałam, ale każdy na naszym terytorium znał moje imię.

– Cześć! – odkrzyknęłam, czując, jak liczne spojrzenia świdrują moją skórę.

Zdziwiłam się, gdy chłopak podszedł do Shannon i do mnie, rzucając Viktorowi pełne obawy spojrzenie. Chłopak był zdecydowanie przystojny. Jego blond włosy miały ułożoną grzywkę a'la Superman, a jego zęby były idealnie proste. Uśmiechnął się szeroko do mnie i do Shannon, stojąc na skraju naszego małego stolika.

– Jestem Dalton. Dawno nie wychodziłaś. – Na jego przystojnej twarzy pojawił się grymas, a ja poczułam, jak wychylam się w jego stronę.

Obdarzyłam go olśniewającym uśmiechem. – Dalton, podoba mi się. Tak, nie wychodziłam od jakiegoś czasu. Nie zawsze jest to bezpieczne. – Zmarszczyłam brwi, powstrzymując chęć spojrzenia na Viktora.

Zanim Dalton zdążył powiedzieć cokolwiek więcej, Viktor ruszył ze swojego miejsca za mną i zbliżył się do niego. Viktor nie musiał nic mówić, by odstraszyć chłopaka. Przysunął się bliżej, zmuszając go do zrobienia kroku w tył. Oczy Daltona, pełne strachu, przeskakiwały pomiędzy chłodnym wzrokiem Viktora a moim, przepełnionym niedowierzaniem spojrzeniem.

– Co u licha, Viktor! – warknęłam. Pierwszy gorący facet, który odezwał się do mnie od tygodni, a on musiał go przepłoszyć.

Wszyscy wpakowaliśmy się z powrotem do SUV-a i wróciliśmy do rezydencji. Cicho kipiałam ze złości na Viktora. Dalton nie zrobił nic złego, nie wykonał w stosunku do mnie żadnego groźnego ruchu. To było całkowicie niesprowokowane. Mimo to, zamierzałam uzyskać od niego pewne odpowiedzi.

Obiecałam Shannon, że pomogę jej i Sheili posprzątać kuchnię przed kolacją, więc moje przesłuchanie musiało poczekać do wieczora. Wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała zmierzyć się z gniewem Sheili, więc postanowiłam mieć to z głowy.

Poszłam do swojego pokoju, żeby przebrać się w coś wygodnego, a Viktor deptał mi po piętach. Wszedł za mną do sypialni i czekał, aż przebiorę się w łazience. Znów podeszłam do niego z ostrożnością w oczach. Sprawiał, że czułam się dziwnie, a ja wciąż zastanawiałam się, czy to dobre uczucie, czy nie.

Mój wzrok zatrzymał się na jego nieporządnych, czekoladowych włosach, zastanawiając się, czy były w dotyku tak miękkie, na jakie wyglądały. Wydawało się, że za każdym razem, gdy zamyślałam się w obecności Viktora, robiłam coś głupiego.

Jakbym nie nauczyła się za pierwszym razem, podeszłam bliżej. Stał w milczeniu i patrzył na mnie, jego oczy pozostawały skupione na mojej twarzy, ale były tak samo kalkulujące jak zawsze.

– Po co w ogóle zawracać sobie głowę noszeniem tej maski? – Złapałam się na tym pytaniu i mimo wszystko, prawie spodziewałam się odpowiedzi.

Poczułam, jak moje usta otwierają się w szoku, gdy przewrócił swoimi obsydianowymi oczami. Coś zatrzepotało w moim żołądku i to „coś” ponaglało mnie, bym kontynuowała.

– Co? Masz tam bliznę albo coś? – Zapytałam, robiąc kolejny krok w jego stronę. Uniósł brew i spojrzał na mnie w sposób, który mówił: „Serio?”.

Z uniesioną brwią wyglądał jeszcze seksowniej, a w jego ciemnych oczach przewijała się jakaś obca myśl.

Przez moją głowę przemknęła szalona myśl. Nie byłoby takim złym pomysłem sprawić, by czuł się tak samo niekomfortowo, jak on sprawiał, że ja się czułam.

Szłam dalej w jego stronę, zatrzymując się dopiero, gdy nasze ciała dzielił zaledwie cal. Jego ciemne oczy patrzyły na mnie z góry, a ja nie potrafiłam określić, czy dawały mi ostrzeżenie, czy ukrywały w swoich głębinach coś innego.

Podniosłam dłoń najszybciej jak mogłam, celując w czarny materiał, który zasłaniał dolną połowę jego twarzy. Znów okazał się znacznie szybszy, niż powinien być normalny Likan.

Nawet przy moim najszybszym ruchu, chwycił moją dłoń w powietrzu, jakby to było nic. Tym razem złapał mnie za nadgarstek. Skórzane rękawiczki, które miał na sobie, były pocieszająco ciepłe, gdy mocno zaciskały się na moim ciele. Wciągnęłam z sykiem powietrze, gdy w jego czarnych oczach zawirowały złote plamki. Coś pobudzało jego wilka, i tym czymś musiałam być ja. Zgaduję, że nie podobało mu się, gdy ktoś przesuwał jego granice; cóż, nie on jeden.

Trzymając mój nadgarstek, uniósł palec w moją stronę i pokiwał nim, a z jego piersi wydobył się niski dźwięk: – Ts, ts, ts.

Moje serce musiało bić z prędkością miliona mil na godzinę i nie mogłam powstrzymać się od zatracenia się w złotych plamkach, które wirowały i zanurzały się w jego tęczówkach.

Zaraz po tym wypuścił mój nadgarstek i odsunął się na bok.

Wypuściłam ostatni haj oddechu i wyszłam z sypialni. Potrzebowałam powietrza, w którym nie wirował odurzająco dziwny zapach Viktora.

– Ty niedobra, kradnąca babeczki księżniczko. – Skarciła mnie Sheila, chociaż kąciki jej ust drgały, walcząc z uśmiechem. Właśnie weszłam do kuchni i skrzyżowałam spojrzenia z Sheilą.

Posłałam jej delikatny uśmiech. – Och, daj spokój, Sheilo. Wiesz, że nie potrafię oprzeć się twoim babeczkom.

– Pochlebstwa zaprowadzą cię donikąd, młoda damo. – Zaśmiała się, machając w moją stronę brudną szmatą.

Wzięłam środek czyszczący i zaczęłam przecierać dziesiątki blatów. Kiedy skończyłyśmy odkażać wszystko, przeszłyśmy do mycia naczyń. Pozwoliłam swoim oczom powędrować w stronę Shannon, która powstrzymywała się od śmiechu.

– Kazałabym ci obiecać, że więcej tego nie zrobisz, ale wiem, że i tak nie posłuchasz. – Zaśmiała się Sheila. – Uznajmy, że jesteśmy kwita za pomoc w sprzątaniu kuchni.

Obdarzyłam ją zakłopotanym uśmiechem. – Dzięki, Sheilo.

Krótko po tym, jak pomogłam im w kuchni, skierowałam się do jadalni na kolację. Wiedziałam, że tata i wujek mieli pracowity dzień, ale i tak miałam nadzieję, że ich tam zastanę.

Moja twarz rozjaśniła się uśmiechem, gdy tata wszedł do pokoju. Wyglądał na wyczerpanego, ale i tak owinęłam ramiona wokół niego i go przytuliłam.

– Pracowity dzień? – Uśmiechnęłam się do nich obu, ignorując obecność Viktora za moimi plecami.

Tata westchnął i przeczesał dłonią szpakowate włosy. – Niezwykle pracowity. Staramy się umacniać traktaty i gromadzić sojuszników tak szybko, jak to możliwe – sapnął.

– Właśnie dlatego twoje urodziny są takie ważne – odezwał się wujek, zarabiając mordercze spojrzenie od taty.

Zmarszczyłam brwi, patrząc na nich. – Co macie na myśli?

– Słoneczko, pewnie już wiesz, ale wydajemy przyjęcie na twoje urodziny. Będą w nim uczestniczyć inni Alfowie i przyszli Alfowie. – Tata posłał mi słaby uśmiech, a ja nie mogłam zrozumieć, do czego zmierza w tej rozmowie.

– Ci inni Alfowie są tobą szczególnie zainteresowani – wtrącił wujek, a mój tata wyglądał na wściekłego.

Przewróciłam oczami, w końcu łapiąc o co chodzi. – Masz na myśli to, że interesują się mną dlatego, że tata jest Królem Alfą, a ja jestem bez przeznaczonego.

– Dokładnie – skrzywił się tata. – Każdy z nich ma nadzieję, że okaże się twoim przeznaczonym. Jeśli tak się stanie, będą zobowiązani nam pomóc. Nie to, żebyśmy tej pomocy potrzebowali – rzucił z nienawiścią, wypełniając pokój niebezpieczną aurą.

Wujek zmarszczył brwi. – Posłuchaj, może i nie potrzebujemy ich pomocy, ale dobrze jest mieć innych po swojej stronie.

– Nie, jeśli oznacza to sprzedawanie mojej córki jak bydła – warknął tata na swojego brata, a ja zastanawiałam się, jak długo tak ze sobą walczyli.

Westchnęłam, bardzo tęskniąc w tej chwili za mamą. Zawsze potrafiła uspokoić tatę i wujka, zmusić ich do spokojnej rozmowy. Ich gniewna sprzeczka trwała w najlepsze, a ja poczułam, jak ogarnia mnie zniecierpliwienie. Czułam, jak Aela napiera, by się uwolnić, będąc zmęczona tym, jak zachowują się dorośli mężczyźni.

– Wystarczy – warknęłam, uderzając szklanką w stół. Oczy obu mężczyzn zszokowane powędrowały w moją stronę.

– Nie obchodzi mnie, ilu Alfów przyjdzie. Jeśli żaden z nich nie będzie moim przeznaczonym, nie mam wobec nich żadnych zobowiązań – wycedziłam. – Spróbuję udawać miłą i zyskać nam tak wielu sojuszników, jak tylko będę mogła. Tymczasem przestańcie się kłócić! – Warknęłam na nich, biorąc głęboki oddech po zakończeniu wywodu.

Oboje obdarzyli mnie zabawnym spojrzeniem, ale to zignorowałam.

– Wyglądałaś zupełnie jak swoja matka, to było aż przerażające – zaśmiał się wujek, mówiąc więcej, niż powinien.

Posłałam mu surowe spojrzenie, gdy twarz taty wykrzywiła się w gniewie.

Kiedy ta wyczerpująca kolacja dobiegła końca, powlekłam się na górę do swojego pokoju. Prawie zapomniałam, że Viktor idzie za mną, dopóki się nie odwróciłam.

Myśląc o irytującej kolacji, w mojej głowie natychmiast odżyły wspomnienia z kawiarni.

– Co to u diabła było? – warknęłam, odwracając się do Viktora.

Jego obsydianowe oczy jak zawsze były przyklejone do mojej twarzy, a gęsta brew uniosła się z pytaniem.

– Dobrze wiesz, o czym mówię. – Wycedziłam przez zęby. – Dlaczego do diabła odpędziłeś Daltona?

Viktor przewrócił oczami, posyłając stado motyli do mojego żołądka, jednocześnie wzbudzając we mnie gorący gniew. Aela warknęła z frustracji i naparła na ściany mojego umysłu. Kropką nad „i” był moment, w którym skrzyżował ręce na piersi i obdarzył mnie oskarżycielskim spojrzeniem.

– Nie miałeś prawa. Nie robił nic złego. – Warknęłam, maszerując naprzód, by dźgnąć go palcem w klatkę piersiową.

Powinnam była przewidzieć jego ruch, ale jego dłoń wystrzeliła w moją stronę i oplotła mój nadgarstek. Tym razem chwyt był ciaśniejszy, ale mój gniew całkowicie mnie zaślepił.

– Nie dotykaj. – Jego chropowaty głos brzmiał upiornie spokojnie, co tylko potęgowało moją wściekłość i dezorientację. Wściekłość brała się stąd, że odpędził Daltona, a dezorientacja z tego, w jaki sposób reagowało na niego moje ciało. Każda jego najdrobniejsza czynność wysyłała motyle do mojego brzucha lub gęsią skórkę przemykającą wzdłuż całej mojej skóry. Postanowiłam zwalić to wszystko na jego boski wygląd i drapieżną aurę.

Z gardła wydobył mi się warkot, a moje oczy rozszerzyły się na dźwięk jego bogatego głosu. – Och, czyli teraz jednak rozmawiasz! – warknęłam.

Sfrustrowane warknięcie wydarło się z moich ust, gdy Viktor skierował się do drzwi oddzielających nasze sypialnie.

– Jeszcze z tobą nie skończyłam! – Wrzasnęłam i podskoczyłam, gdy zatrzasnął mi drzwi przed nosem.

Stałam i gapiłam się z otwartymi ustami na drzwi przez kilka chwil. – Głupi, irytujący, niepotrzebny ochroniarz – mruknęłam, maszerując z fochem do łóżka jak małe dziecko.

Byłam bardziej zła, niż powinnam, ale w ogóle mnie to nie obchodziło. Miałam już na głowie wystarczająco dużo problemów, nie wspominając o tym, że tata i wujek coś przede mną ukrywali.

Po prostu wyładowałam się na Viktorze, licząc na to, że zmuszę go do mówienia. Podziałało, ale tylko na sekundę. Jedynym powodem, dla którego w ogóle się odezwał, była moja próba dotknięcia go.

– Myślę, że musimy zmienić naszą taktykę – zamruczała Aela w mojej głowie, całkowicie zachwycona swoim nowym pomysłem.

– Hm... – zamyśliłam się; może miała rację.

Skoro nie podziałała złość, może podziała pokusa.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 2 - Odkrywanie mojego milczącego ochroniarza | StoriesNook