languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Aeliana Thorne23 mar 2026

Obudziłam się rano, czując się najlepiej od dłuższego czasu. Koszmary nie dręczyły mnie tamtej nocy i byłam w szoku, kiedy uświadomiłam sobie, że faktycznie spałam aż do 11 rano.

Usiadłam, przeciągnęłam się i przetarłam zaspania z oczu. Zsunęłam się z łóżka i o mało nie krzyknęłam, kiedy moje spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Viktora.

Siedział na kanapie, z łokciem wspartym na oparciu, a jego oczy były utkwione w moich. Jak długo tu był i czy naprawdę patrzył, jak śpię?

Kompletnie zapomniałam, że miałam na sobie tylko cieniutką koszulkę na ramiączkach i koronkowe figi, ale w ogóle nie czułam się z tego powodu skrępowana. Z pewnością powinnam, bo w końcu był mężczyzną, podczas gdy ja wciąż czułam się jak dziewczyna.

– Aż tak bardzo zależy ci, żeby znowu popatrzeć? – Uśmiechnęłam się zadowolona z siebie i skrzyżowałam ramiona na piersi. W moim brzuchu fruwały motyle na sam jego widok.

Znów miał na sobie tę samą formalną koszulę z długim rękawem, czarne spodnie, skórzane rękawiczki i czarną maskę na dolnej połowie twarzy. Czułam, że z minuty na minutę coraz bardziej irytuje mnie ta jego głupia maska, a moja ciekawość groziła mi tym, że w końcu mnie pożre żywcem.

Przewrócił swoimi ciemnymi oczami, posyłając po moim ciele dreszcz podniecenia, i postukał palcem w zegarek, który miał na ręce.

– Prędzej czy później i tak zdejmiemy mu tę maskę – uśmiechnęła się łobuzersko Aela. Miała swoje własne pomysły na to, co zrobimy, kiedy zyskamy dostęp do dolnej połowy jego twarzy, a w szczególności do jego ust.

Burknęłam z niezadowoleniem: – Nie chcę jej zdjąć tylko po to, by go pocałować. – Ale nawet ja słyszałam fałsz w swoich słowach.

Oparłam dłonie na biodrach, patrząc na niego. – Nigdy wcześniej nie spałeś tak długo?

Pokręcił głową na znak, że nie, a ja obserwowałam, jak jego rozczochrane, ciemnoczekoladowe włosy przesuwają się wraz z tym ruchem.

Prychnęłam na niego i podeszłam do komody, wyciągając z niej bluzkę i dżinsowe szorty. Rzuciłam okiem w stronę roztrzaskanych drzwi do łazienki i złośliwie się uśmiechnęłam.

Nie dając mu żadnej szansy na pośpieszną ucieczkę, odwróciłam się do niego tyłem i ściągnęłam przez głowę koszulkę.

Uderzenie gorąca musnęło moją skórę, gdy poczułam jego wzrok, a na moich nagich plecach wyskoczyła gęsia skórka. Moje wargi wygięły się w kpiącym uśmieszku na samą myśl o tym, że jego oczy wędrują po moim ciele, kiedy nie patrzyłam.

Wsunęłam na siebie pasujący do reszty czarny biustonosz i obróciłam się przodem. Jego spojrzenie było znowu utkwione we mnie.

– Czułam na sobie twój wzrok, wiesz? – Uśmiechnęłam się półgębkiem do jego wspaniałej twarzy. Choć szczerze nienawidziłam tej jego maski, dodawała mu ona tylko nieziemskiej, iście boskiej atrakcyjności.

Dziwne mrowienie przeszło wzdłuż mojego ciała i usadowiło się między moimi udami, gdy patrzyłam, jak wywraca oczami i odwraca wzrok.

Wzruszyłam ramionami. – Wyważyłeś drzwi do mojej łazienki, a ja musiałam się przebrać. Poza tym, już to widziałeś – powiedziałam i uśmiechnęłam się zaczepnie.

Z o wiele większą pewnością siebie, niż uważałam, że posiadam, zaczęłam powoli iść w jego stronę. Miałam na sobie jedynie bieliznę, a mimo to czułam niesamowite gorąco.

– Musisz traktować swoją pracę bardzo poważnie – rzuciłam zamyślona, pozwalając spojrzeniu błądzić po długości jego ciała. – To nie brzmi jak fajna zabawa, Viktorze – wydęłam usta, kusząco wypinając dolną wargę.

Z piersi Viktora wydobyło się ciche sapnięcie, a on odwrócił głowę, zmuszając się do oderwania ode mnie oczu. Ten ruch wydawał się z jego strony ogromnym wysiłkiem, co tylko dodało mi pewności siebie.

Niezależnie od tego, czy kiedykolwiek by to przyznał, czy nie, na pewno czuł pokusę. Zastanawiałam się, nad iloma młodymi kobietami sprawował już pieczę i ile z nich również próbowało go uwieść. Na samą myśl o tym poczułam w ustach gorzki posmak.

– Może to się zmieni. – Moje słowa powoli spłynęły z ust, po czym odwróciłam się, by włożyć na siebie ubranie.

Założyłam ubranie akurat w momencie, gdy rozległo się delikatne pukanie do drzwi.

– Proszę wejść – zawołałam, sfrustrowana tym, że nam przerwano.

Shannon wsadziła głowę do pokoju, spoglądając z zaskoczeniem. Jej oczy przeskoczyły z Viktora na roztrzaskane drzwi do łazienki, po czym z powrotem na mnie. Byłam pewna, że oblałam się rumieńcem, ale wiedziałam też, że Shannon nie z tych, co wyciągają pochopne wnioski.

– Dziewczyno, czekam na ciebie całą wieczność. – Shannon sapnęła z oburzeniem i skrzyżowała ręce.

Posłałam jej winny uśmiech. – Przepraszam, zaspałam.

– Wiesz, że Caroline dostanie szału. Czeka na ciebie w altanie. – Shannon pokręciła głową z dezaprobatą.

Otworzyłam szeroko usta. Zupełnie wyleciało mi z głowy, że Caroline wraca dziś do domu.

– Szlag, chodźmy! – westchnęłam, zerkając na Viktora, tylko po to, by napotkać jego wzrok. Czy ten facet całymi dniami nie robił niczego innego, tylko na mnie patrzył?

Wyszłam za Shannon z sypialni. Nie musiałam nawet zerkać za siebie, żeby wiedzieć, że idzie za mną. To było takie uczucie, jakbym rozwinęła z nim dziwną świadomość jego bytu.

Mimo że bardzo chciałam, nie zaryzykowałam porwania babeczki od Sheili. Caroline i tak zapowiadała się na dość dramatyczną z powodu mojego zaśnięcia.

Podbiegłyśmy do altany dokładnie w chwili, gdy Caroline wstawała z krzesła.

– Och, widzę, że zaledwie wyjechałam na kilka dni, a wy już o mnie zapomniałyście – Caroline przewróciła niebieskimi oczami i zarzuciła swoje piaskowoblond włosy na ramię.

Posłałam jej uspokajający uśmiech, doskonale wiedząc, jak dramatyczna potrafiła być. – Żartujesz? Nigdy bym o tobie nie zapomniała. Nawet gdybym spróbowała, nie pozwoliłabyś mi na to – droczyłam się z nią, obserwując, jak jej rysy twarzy nieco łagodnieją.

Caroline była jedną z tych dziewczyn, które za cholerę nie potrafiły przytyć. Była nieco wyższa ode mnie, ale znacznie chudsza. Ja wciąż posiadałam tę zaokrągloną figurę, która w żaden sposób nie chciała zniknąć. Żadna ilość ćwiczeń ani treningów nie była w stanie z tym wygrać.

Dołączyłam do Caroline i Shannon przy stoliku w altanie, a w żołądku mi zaburczało na widok wózka z jedzeniem, który zbliżał się w naszym kierunku.

Caroline nie pytała o pozwolenie, po prostu zgarnęła kilka małych kanapek, co zresztą w ogóle mi nie przeszkadzało. Zawsze jadłam z nimi śniadanie, a czasem i obiad. Shannon posłała mi delikatny uśmiech, na który odpowiedziałam skinięciem głowy. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego właściwie w ogóle nadal o to pytała, przecież nigdy nie miałam nic przeciwko.

– Nawet nie uwierzysz, co się stało, kiedy mnie nie było – zaszczebiotała Caroline, a ja usiadłam wygodniej z cierpliwym uśmiechem. Zrozumienie Caroline wymagało trochę czasu, ale miałam z nią do czynienia przez całe dzieciństwo.

– Co... – zaczęłam ją pytać, ale szybko mi przerwała. Czekałam po prostu, aż w końcu to zauważy.

– No to zaczynamy – powiedziała cicho Shannon, a przez jej ciało przeszedł dreszcz śmiechu.

Caroline otworzyła lekko usta, co zaskutkowało cichym mlaśnięciem, gdy jej oczy pobiegły po ciele Viktora. – Kto to jest? – Uniosła brew, patrząc w moją stronę, a na jej twarzy wykwitł chytry, zadziorny uśmieszek.

– Ee, on jest... – Ponownie mi przerwała.

Jej uśmiech stał się jeszcze bardziej wyraźny. – Znalazłaś sobie chłopaka, kiedy mnie nie było? Rany, Arabello! On jest ogromny. – Zniżyła głos do szeptu, gdy to mówiła, zupełnie zapominając o tym, że my, Likanie, posiadamy wyjątkowo wyczulony słuch.

– Caroline. – Rzuciłam jej zdecydowane spojrzenie, a ona w obronnym geście podniosła ręce.

– Daj jej mówić, Caroline – powiedziała Shannon, kręcąc głową.

Jej uśmieszek ani drgnął. – Co? Przecież on jest...

– Caroline, on nie jest moim chłopakiem. To mój ochroniarz i ma na imię Viktor – wywróciłam oczami, ale nie potrafiłam zrezygnować ze spojrzenia na Viktora. Zdawało się, że jego oczy są nieustannie utkwione we mnie, i mogłabym przysiąc, że przy moich słowach dostrzegłam jakiś migoczący błysk w ich głębi.

Szczęka Caroline z hukiem opadła z wyraźnym kliknięciem. – Nie jest twoim chłopakiem?

– Nie – roześmiałam się, z góry wiedząc, do czego będzie zmierzać ta rozmowa.

– Viktor, tak? – zamruczała Caroline z zamyśleniem, przeciągając wzrokiem po ciele Viktora. Przełknęłam irytację i zdusiłam ciche warknięcie, sama zastanawiając się, co u licha jest dzisiaj ze mną nie tak.

Dziobałam owoce na talerzu i wymieniałam z Shannon porozumiewawcze spojrzenia.

– Więc... jest wolny? – Caroline zerknęła na Viktora, ale jego oczy były nieprzerwanie utkwione we mnie.

Zwalczyłam dziwne uczucie zaborczości, które nagle pojawiło się w stosunku do Viktora, i wzruszyłam ramionami. – Nie mam bladego pojęcia.

– No to go nie pytałaś? – Caroline zapytała po cichu, wciąż wbijając wzrok w Viktora.

Wywróciłam oczami na jej mizerną próbę szeptu. – On w zasadzie niewiele mówi, a tak poza tym, do czego miałaby mi być potrzebna taka informacja? – Zmarszczyłam brwi, na tę dziwną zaborczość pojawiającą się dosłownie znikąd. Nawet jeśli to nie była moja sprawa, i tak chciałam wiedzieć. Czy Viktor się z kimś spotykał?

– Hej, Viktor? – Caroline zachichotała, a ja posłałam moim owocom wściekłe spojrzenie, gdy oczy Viktora na ułamek sekundy zatrzymały się na niej.

Westchnęłam i znowu pozwoliłam moim oczom pobiec na jego twarz. Jego gruba brew drgnęła, gdy patrzył na Caroline, a ja poczułam się nieco zazdrosna. Caroline zawsze taka była, i nigdy nie brałam tego do siebie, ale coś w Viktorze sprawiło, że czułam się inaczej.

– Masz dziewczynę? – Caroline zachichotała i pochyliła się na krześle do przodu, zawieszając na nim spojrzenie.

Zwalczyłam samo zadowolenie i uśmiech, który chciał pojawić się na moich ustach, gdy spojrzenie Viktora natychmiast powróciło na moją twarz.

– Nie. – Gdy wypowiadał to słowo, jego obsydianowe oczy wprost pochłaniały moje. Jego chropowaty głos wysłał po moim ciele dreszcz, który z pewnością musiał zauważyć.

Głos Caroline przeciął panującą w powietrzu ciszę, ale jego oczy pozostały utkwione we mnie. – Och, jaka szkoda. – Choć jej słowa mówiły tak, to ton wyrażał coś zupełnie przeciwnego.

– A czym zajmowałeś się przedtem, Viktorze? – Praktycznie wyśpiewała jego imię w głębokim mruknięciu, na co tylko przewróciłam oczami. Zepchnęłam dziwną zazdrość gdzieś w głębiny podświadomości. Przecież to był mój ochroniarz i nic więcej. To, że drażnienie się z nim było niezwykle zabawne, wcale nie dawało mi praw do jakichkolwiek roszczeń do niego.

Nie powstrzymałam cichego śmiechu, gdy Viktor ją po prostu zignorował. – Przecież ci mówiłam. On mało mówi – wzruszyłam ramionami, wrzucając sobie do ust winogrono.

– Może uda mi się to zmienić – zachichotała Caroline, ponownie rzucając okiem na Viktora.

Wzruszyłam ramionami. – Hej, jeśli ci się uda, podziel się ze mną sekretem.

– A co chciałaś powiedzieć, zanim zajęłaś się ochroniarzem Arabelli? – Shannon uśmiechnęła się łobuzersko, widząc zakłopotany wyraz twarzy Caroline.

Caroline przez chwilę coś mamrotała pod nosem. – Ech, wiesz, po prostu wpadłam na mojego byłego i fajnie nam się rozmawiało. Może nawet się pocałowaliśmy. – Zachichotała, ale jej wzrok cały czas błądził do Viktora.

– Ale myślę, że po prostu będzie najlepiej, jak zostaniemy przyjaciółmi – dodała. Jedno dobrze wycelowane spojrzenie na Viktora dostarczyło mi wszystkich informacji, jakich potrzebowałam.

Shannon zachichotała pod nosem, ewidentnie dostrzegając to samo co ja.

– Ech, dobra, na mnie już czas. Mam dzisiaj długą zmianę – westchnęła Shannon. Obydwie wyściskałyśmy się na pożegnanie, kontynuując rozmowę.

Caroline nachyliła się do przodu na swoim siedzeniu. – Słuchaj, jutro wieczorem jest impreza i chcę, żebyś przyszła – powiedziała to niemal podskakując.

Zmarszczyłam brwi. – Nie jestem pewna, czy tata się na to zgodzi.

– Och, to tylko mała imprezka, nic takiego strasznego. Przecież nie ma problemu z tym, że pijesz alkohol, więc nie powinien robić problemów z małym przyjęciem – wzruszyła ramionami, zarzucając blond loki do tyłu.

Przewróciłam oczami. – Nie ma problemu z moim piciem alkoholu tylko dlatego, że jestem Likanem. Dobrze wiesz, że trzeba naprawdę ogromnej ilości, żeby zapić Likana.

Wzruszyła ramionami. – Po prostu go zapytaj. Powiedz mu, że to po prostu niewielkie spotkanie i że Viktor przecież z tobą pójdzie – dorzuciła, śmiejąc się cicho pod nosem.

– No dobrze, to go zapytam – uśmiechnęłam się półgębkiem.

– Arabello, mogłabyś przyjść do mojego gabinetu? – Głos wuja zabrzmiał w mojej głowie.

– Jasne, będę za moment – odpowiedziałam i zakończyłam połączenie mentalne.

– Muszę iść, Caroline, mój wujek mnie wzywa – westchnęłam.

Caroline roześmiała się. – Uwielbiam te wasze mentalne połączenia u wilków. To jakby mieć smartfona wmontowanego bezpośrednio w czaszkę.

Parsknęłam śmiechem. – Taaak, smartfona, którego nie można wyciszyć i nie można go zignorować.

– Nie zapomnij do mnie napisać po tym, jak już zapytasz tatę! – Caroline poklepała mnie po ramieniu, gdy podnosiłam się z krzesła.

Spojrzałam na nią z drwiącym uśmiechem. – Nie zapomnę. Postaram się potem z tobą skontaktować!

Mentalne połączenie z moim wujem natychmiastowo sprowadziło mnie myślami do wczorajszej kolacji. Byłam niemal w stu procentach pewna, że tata i wujek ukrywają coś przede mną. Miałam dostęp jedynie do podstawowych wiadomości. Obecnie z innym Królestwem wisieliśmy na krawędzi wojny. Nawet nie wiedziałam, o jakie Królestwo chodziło, bo przecież nigdy nie miałam szansy spotkać się z innymi władcami.

Tata pomimo moich ciągłych próśb, nieustannie szczędził mi obrzydliwych szczegółów związanych z tym, co tak właściwie działo się na świecie. Ale jeśli kiedykolwiek miałam faktycznie zająć jego miejsce, po prostu musiałam wiedzieć o wszystkim do samego końca. Mój wujek zdawał się być o wiele bardziej skory, by dać mi ułamek całej tej prawdy, więc zdecydowałam rozpocząć drążenie od niego.

Teraz przekonajmy się, czego mogę dowiedzieć się od mojego wuja.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 4 - Odkrywanie mojego milczącego ochroniarza | StoriesNook