languageJęzyk

Rozdział 7

Autor: Aeliana Thorne23 mar 2026

Resztę dnia spędziłam na wylegiwaniu się, potwornie znudzona. Dałam Viktorowi odpocząć od moich zaczepek, mając pełen zamiar wrócić do nich, gdy tylko ubiorę się na imprezę.

Nie stroiłam się, by wywrzeć wrażenie na kimkolwiek innym, tylko na Viktorze. Chciałam sprawdzić, czy zdoła utrzymać to swoje pozbawione emocji spojrzenie, kiedy zobaczy, co zamierzam na siebie włożyć.

Caroline zapukała do drzwi mojej sypialni około dwudziestej trzydzieści. Viktor wszedł do mojego pokoju w tym samym czasie co Caroline i oparł się o ścianę.

– Ee, czy on tu zostanie? – Caroline spojrzała na mnie ze zdezorientowanym wyrazem twarzy.

Zachichotałam i pokręciłam głową. – Dopóki ty tu jesteś, on też.

– Ja nie stwarzam dla Arabelli żadnego zagrożenia, w przeciwieństwie do ciebie. – Caroline posłała Viktorowi złośliwy uśmieszek, ale jego wzrok był skupiony wyłącznie na mnie.

Przewróciłam oczami. Gdy tylko dotrzemy na imprezę, obierze sobie na cel jakąś inną biedną ofiarę i zostawi mojego ochroniarza w spokoju. – Chodź, Caroline, wybierz sobie sukienkę.

Weszłyśmy do ogromnej garderoby, z której rzadko korzystałam, a ja ściągnęłam swoją sukienkę z jednego z wielu wieszaków.

– Tyle ubrań. – Caroline westchnęła z zachwytem, przesuwając palcami po każdym z nich.

Zachichotałam. – Jedna z korzyści. Ale wiesz, są też minusy.

– Och, daj spokój, z wielką chęcią byłabym na twoim miejscu. – Caroline westchnęła rozmarzona.

Wzruszyłam ramionami. – Z zewnątrz zawsze wydaje się to lepsze.

Caroline odwróciła się i uniosła brew. – Nie wyjeżdżaj mi tu z Shannon. Zazwyczaj to ona gada takie filozoficzne gówno.

Uśmiechnęłam się z przekąsem. – Może mogłybyśmy się czegoś od niej nauczyć.

– Masz w stu procentach rację, ale nie waż się jej mówić, że to powiedziałam. – Caroline spochmurniała i wycelowała we mnie palcem.

Roześmiałam się. – Nie muszę, pewnie już wie.

– Przysięgam, ona i jej mama są jasnowidzkami albo coś w tym stylu. Zawsze wiedzą, co się u ciebie dzieje, chociaż nikt im nic nie mówi. – Caroline skrzywiła się, przeglądając moje sukienki.

Chwyciłam parę czarnych szpilek z paseczkami i skinęłam głową. – Tu akurat masz rację. Będę w łazience robić makijaż. – I z tymi słowami wyszłam z garderoby.

Viktor podążył za mną, ale trzymał się na dystans. Stanął tuż przed łazienką i oparł się o ścianę.

Moja mama często mi powtarzała, że cisi ludzie mają najciekawsze myśli. To właśnie cisi ludzie dostrzegali świat takim, jakim był naprawdę, i często potrafili od razu przejrzeć każdą bzdurę. Zastanawiałam się, czy Viktor pasuje do tej kategorii.

Jakkolwiek próżnie by to nie zabrzmiało, nie byłam przyzwyczajona do samodzielnego robienia pełnego makijażu wieczorowego. Mój tata zazwyczaj sprowadzał do rezydencji zespół kobiet, które zajmowały się moimi włosami i makijażem. Dziś wieczorem postawiłam na prostotę. Pociągnęłam powieki eyelinerem, rysując małą jaskółkę, a potem nałożyłam tusz do rzęs. Nigdy nie przepadałam za tymi wszystkimi podkładami, korektorami i całą resztą. Ten proces mnie dezorientował i zawsze kończyło się to tak, że wszystko psułam.

Jeśli chodzi o włosy, byłam w kropce. Nigdy nie dbałam o wymyślne upięcia, więc pozwoliłam, by moje włosy spłynęły po plecach kaskadą kruczoczarnych fal.

Wsunęłam na siebie sukienkę i obejrzałam się w lustrze. Sukienka była czarna i dość krótka. Przypominający koronkę materiał przylegał do mojej skóry, podkreślając każdą krągłość. Dekolt sięgał niewiarygodnie nisko, ale mimo to zdołał całkowicie zakryć moje pełne piersi. Na koniec wsunęłam czarne szpilki z paseczkami.

„Wyglądamy seksownie” – zadowolony z siebie głos Aeli przemknął przez moją głowę.

Zachichotałam i nie mogłam się z nią nie zgodzić. – Zdecydowanie tak.

„Niech teraz spróbuje nam się oprzeć” – zachichotała Aela.

Uśmiechnęłam się z przekąsem do mojej zarozumiałej wilczycy. – Oj, spróbuje, ale tym razem nie da rady.

Prawie podskoczyłam, gdy Caroline weszła do łazienki i zmierzyła mnie wzrokiem z góry na dół.

– Cholera, dziewczyno. Potrafisz się odstawić. – Caroline pokiwała głową, a na jej ustach igrał lekki uśmieszek.

Przewróciłam oczami. – Znamy się przez całe moje życie. Dlaczego zawsze brzmisz na taką zaskoczoną?

– Bo wiem, że twoim umiejętnościom makijażowym wiele brakuje. – Caroline zachichotała.

Posłałam jej żartobliwie mordercze spojrzenie i wyszłam z łazienki. Chciałam zobaczyć reakcję Viktora, podczas gdy Caroline będzie zajęta szykowaniem się. Zdecydowanie ukryłby swoją potencjalną reakcję, gdyby Caroline była przy tym obecna.

Wymknęłam się z łazienki i napotkałam spojrzenie Viktora. Opierał się o ścianę, wyglądając seksowniej niż kiedykolwiek.

Jego czarna maska zlewała się z koszulą z długim rękawem w kolorze węgla drzewnego. Czarne, skórzane rękawiczki zakrywały jego dłonie i nadgarstki. Jego czekoladowe włosy były zwichrzone, co nadawało mu ten typowy wygląd niegrzecznego chłopca. To, co uważałam za najbardziej pociągające, to fakt, jak jego obsydianowe oczy wydawały się odcinać od tego, co miał na sobie. Nawet wśród tych wszystkich ciemnych ubrań, jego oczy były pierwszą rzeczą, którą się w nim zauważało.

Stanęłam przed nim i oparłam dłoń na biodrze, uważnie obserwując jego oczy. Tak wiele razy mogłabym przysiąc, że widziałam błysk czegoś dziwnego pod jego ciemnym spojrzeniem, ale był mistrzem w ukrywaniu tego.

Poczułam, jak na moją twarz wypływa zadowolony uśmieszek, kiedy walczył, by utrzymać wzrok utkwiony w moim. Jego spojrzenie było gorące i powolne, a kiedy jego oczy opuściły się niżej, zdawało się, że nie mógł już ich powstrzymać.

Jego oczy błądziły po sukience, którą miałam na sobie, zatrzymując się na mojej klatce piersiowej i odsłoniętych udach. Złote plamki, które wirowały w jego oczach, dały mi wszystkie informacje, których potrzebowałam. Zdecydowanie ulegał pokusie.

„Nie może się powstrzymać” – zachichotała Aela.

Prawie zrobiłam krok w tył, kiedy jego zwykła aura dzikości i dominacji z rykiem obudziła się do życia, zalewając mnie niczym tsunami. Jego oczy były teraz niemal całkowicie złote, a jego wilk aż rwał się do wyjścia i zabawy.

Jego agresywna aura prawdopodobnie przerażała każdego, kto się z nią zetknął, ale z jakiegoś powodu mnie tylko ekscytowała. Przesyłała dziwne dreszcze podniecenia i przyjemności w dół mojego kręgosłupa i między moje nogi.

Złapałam się na tym, że robię kroki w jego stronę, podczas gdy jego podszyte złotem spojrzenie znów spoczęło na mnie.

Kiedy dzieliło mnie od niego zaledwie kilka stóp, wypuścił ostro powietrze i odwrócił wzrok. Poczułam, jak gotuje się we mnie frustracja. Próbował się uspokoić.

Viktor mógł próbować mi się oprzeć, ale jego wilk zdecydowanie tego nie robił.

– Dlaczego nie pozwolisz mu wyjść i się pobawić? – Wydęłam wargi, używając swojego najbardziej uwodzicielskiego głosu. Nie miałam żadnego doświadczenia w byciu uwodzicielską, ale sądząc po jego kolejnej reakcji, musiałam wykonać niesamowitą robotę.

Ciche, ostrzegawcze warknięcie dobiegło z klatki piersiowej Viktora, a fale podniecenia wciąż przeze mnie przepływały. Jego spojrzenie gwałtownie odnalazło moje, i tym razem jego oczy były niemal całkowicie złote.

– Wystarczy. – Jego głęboki głos brzmiał chropawo i szorstko, a lekki akcent dodawał tego gardłowego brzmienia, które zaczynało mi się podobać.

Zrobił krok w tył ode mnie i zamknął oczy; całe jego ciało było napięte. Widziałam, jak pod koszulą falują mu mięśnie. Nawet przez maskę widziałam, jak zaciska i rozluźnia szczękę.

Kiedy otworzył oczy, znów miały barwę świetlistego obsydianu. Posłał mi mordercze spojrzenie, którego prawdopodobnie używał na swoich wrogach, ale strach ani myślał przeze mnie przepłynąć.

– Przepraszam? – Wydęłam wargi, wpatrując się w niego spod rzęs, a chichot wymsknął się z moich ust, kiedy przewrócił oczami i odwrócił wzrok.

Zaledwie chwilę później Caroline wyszła z łazienki i zakręciła się przed nami. Coraz trudniej było powstrzymać się od przewracania oczami, ilekroć Caroline próbowała flirtować z Viktorem. Zawsze czułam samozadowolenie, gdy jego wzrok ani na moment nie odrywał się ode mnie.

Caroline miała na sobie krótką, różaną sukienkę i pasującą do niej szminkę. Jej długie, piaskowoblond włosy były upięte w wysoki kucyk.

– Nie powiesz mi, że potrafię się odstawić? – Wydęła usta w moim kierunku.

Zachichotałam i przewróciłam oczami. – Sama wiesz, że wyglądasz dobrze.

Jej wydęte wargi zmieniły się w złośliwy uśmieszek. – Masz rację. Wyglądam niesamowicie.

Uniosłam na nią brew. – Jesteś gotowa do wyjścia? Czy wolisz zostać tutaj i przeglądać się w lustrze przez całą noc?

– Jestem gotowa, księżniczko rządzicielko. – Caroline pokazała mi język i ruszyła przodem, wychodząc z mojej sypialni.

Wyszłyśmy z domu, a ja zmarszczyłam brwi, gdy zauważyłam, że Caroline idzie w stronę swojego samochodu.

– Od kiedy lubisz prowadzić? – Uniosłam brew, gdy wsiadła na fotel kierowcy.

Caroline przewróciła oczami i odpaliła samochód. – Od teraz, suko!

Zachichotałam, przypominając sobie, jak Caroline potrzebowała siedmiu podejść i nieudolnie wręczonej łapówki, by w końcu zdać egzamin na prawo jazdy. Była jedną z tych osób, które są zbyt pochłonięte własnymi myślami i telefonem, by móc właściwie prowadzić.

– Jeśli zabijesz mnie po drodze na tę imprezę, Viktor skopie ci tyłek. – Pokazałam jej język. Sądząc po wyrazie twarzy Viktora, w pełni zgadzał się z moim oświadczeniem.

Caroline prychnęła. – Och, proszę cię. Nie jestem aż tak tragiczna.

„Mówi dziewczyna, która wjechała tyłem w cholerny budynek” – prychnęła Aela.

Uśmiechnęłam się z przekąsem. – Hej, a czy ty przypadkiem pewnego razu nie wjechałaś w budynek? – Wbrew zdrowemu rozsądkowi wsiadłam na fotel pasażera i patrzyłam, jak Viktor zajmuje miejsce z tyłu.

– To był wypadek i dobrze o tym wiesz! – skarciła mnie Caroline.

„Jedynym wypadkiem był fakt, że podczas tego zdarzenia siedziała na telefonie” – Aela przewróciła oczami, a ja zdusiłam chichot.

Skinęłam głową z poważnym wyrazem twarzy. – Och tak, wypadek.

– To nie moja wina, że Tyler postanowił napisać do mnie dokładnie w tamtym momencie. I co miałam zrobić? Zignorować gościa? – Caroline prychnęła, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.

Następne piętnaście minut spędziłyśmy na kluczeniu po głównych drogach. Moja dłoń kurczowo zaciskała się na uchwycie nad drzwiami, jakby od tego zależało moje życie, gdy nerwowo rzucałam Caroline porady dotyczące prowadzenia.

– Żadnego telefonu – warknęłam, wyrywając jej aparat z dłoni, gdy skręcała w lewo.

Caroline prychnęła. – Tak jest, mamo.

– Jesteś okropnie lekkomyślna jak na kruchą ludzką istotę, Caroline. – Skrzywiłam się, patrząc na nią.

Wzruszyła ramionami i posłała mi złośliwy uśmieszek. – Żyję dla niebezpieczeństwa.

– Masz na myśli to, że żyjesz, by być lekkomyślną – zauważyłam.

Viktor wydawał się wręcz upiornie spokojny, siedząc na tylnym siedzeniu, ale jego oczy były wlepione we mnie. Zastanawiałam się, czy w duchu panikował z powodu stylu jazdy Caroline.

Nie kwestionowałam tego, kiedy Caroline wyjechała z naszego głównego miasta, ani kiedy skręciła w nieznaną drogę. Podjechałyśmy pod coś, co wyglądało na klub. Neonowe światła odcinały się na tle pociemniałej ulicy, a muzyka z wewnątrz dudniła zza drzwi.

– Caroline? – Zmarszczyłam brwi. – To nie jest domówka.

– No dobra, może trochę skłamałam. – Caroline przewróciła oczami. – Masz prawie osiemnaście lat i nigdy wcześniej nie byłaś w klubie. Ten jest jednym z najlepszych w okolicy. Spróbuj, chociaż dla mnie? – Caroline wydęła wargi, obdarzając mnie słabym uśmiechem, gdy zobaczyła niechęć malującą się na mojej twarzy.

– Dobrze. – Westchnęłam. – Ale jeśli mój tata się dowie, zrzucę winę na ciebie.

– Po prostu powiedz Viktorowi, żeby siedział cicho. – Caroline zachichotała, wysiadając z samochodu.

Viktor i ja wyskoczyliśmy z auta i stanęliśmy na uboczu, podczas gdy Caroline rozmawiała z ochroniarzem.

– Viktor, mógłbyś nie wspominać o tym mojemu tacie? – Westchnęłam, błagając go wzrokiem.

Spojrzenie Viktora wydawało się jeszcze mroczniejsze, gdy stał pod słabo oświetloną latarnią uliczną. Wypuścił głośno powietrze i przewrócił oczami, ale w końcu skinął głową na tak.

– Dziękuję! – Uśmiechnęłam się do niego szeroko. – Ale wszyscy inni tutaj mnie zauważą. – Zmarszczyłam brwi, czując się głupio, że nie pomyślałam o tym wcześniej.

Byłam niemal w stu procentach pewna, że Viktor uśmiechał się pod maską. Gdyby dolna połowa jego twarzy była równie wspaniała jak reszta, byłam pewna, że zemdlałabym na widok jego uśmiechu.

Patrzyłam w milczeniu, jak sięga do kieszeni spodni i wyciąga jedną ze swoich charakterystycznych, czarnych masek.

– Ojej, czuję się taka wyjątkowa, Viktorze. – Ponownie posłałam mu szeroki uśmiech. – Dziękuję! – Powstrzymałam pragnienie, by go przytulić, wiedząc, że prawdopodobnie by tego nie docenił.

„Prędzej czy później to zrobi” – wtrąciła Aela.

Viktor uniósł na mnie brew, a w jego oczach mignął ten dziwny błysk czegoś.

Wsunęłam maskę i zakryłam dolną połowę twarzy. Część mnie czuła samozadowolenie, że pasuję do Viktora.

„Dobrze przy nim wyglądamy” – zamruczała Aela z aprobatą.

Uśmiechnęłam się pod nosem. – Też tak myślę.

Weszliśmy do klubu z Caroline, która najwyraźniej przekupiła ochroniarza pięćdziesięcioma dolcami, by wpuścił nas poza kolejką.

Wielokolorowe światła błyskały i przemykały z osoby na osobę, a przez basy miało się wrażenie, jakby podłoga wibrowała.

– Cóż, to jest dość intensywne! – krzyknęłam, by przebić się przez muzykę.

Klub pachniał alkoholem, potem i seksem. Nie był to do końca przyjemny zapach, a bycie Likaninem tylko to potęgowało.

Caroline wyciągnęła mnie na parkiet, podczas gdy Viktor stanął pod ścianą, zaledwie kilka stóp od nas.

Modliłam się, by wszystkie lekcje tańca, które brałam jako dziecko, przygotowały mnie do tańczenia w klubie, ale wiedziałam, że to marne szanse. Obserwowałam, co robiła Caroline, i uważnie naśladowałam jej ruchy. To musiało działać, bo poczułam, jak chłopak za mną kładzie dłonie na moich biodrach. Prawdę mówiąc, jak dotąd moją ulubioną częścią nocy było to, jak Viktor odpędzał każdego faceta, który położył na mnie swoje ręce.

W pewnym momencie zatrzymałyśmy się, by wziąć coś do picia. Upewniłam się, że Caroline pije powoli, podczas gdy ja zadowoliłam się napojem gazowanym. Istniała duża szansa, że Viktor lub ja będziemy musieli prowadzić w drodze do domu, jeśli Caroline wypije za dużo.

Wróciłyśmy na parkiet i podjęłyśmy zabawę tam, gdzie ją przerwałyśmy. Tańczyłyśmy, aż rozbolały mnie stopy, a mięśnie paliły. Choć nie podobała mi się bliska obecność przypadkowych ludzi, to kolorowe światła i taniec zdecydowanie sprawiały mi przyjemność.

W pewnym momencie piosenka się zmieniła, a tłum ludzi wyległ na parkiet. Straciłam Viktora z oczu i przez chwilę spanikowałam.

Pozwoliłam sobie się zrelaksować, kiedy przypomniałam sobie słowa mojego wujka. Wiedziałam, że nie była to całkowita gwarancja, ale był on przekonany, że nasze terytorium jest bezpieczne.

Poczułam, jak czyjaś dłoń zaciska się na moim ramieniu, i odwróciłam się gwałtownie, by przepędzić kolejnego dupka. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, to była tylko Caroline.

– Arabello, musimy stąd iść! – Caroline brzmiała na spanikowaną.

Zmarszczyłam brwi, rozglądając się pospiesznie za Viktorem. – O co chodzi, Caroline? – warknęłam, a w moim głosie dźwięczał strach.

Czułam, jak adrenalina zaczyna sączyć się do moich żył i starałam się nie panikować.

– Są tam jacyś mężczyźni. Wiedzą, kim jesteś, szukają cię – wydyszała Caroline, brzmiąc, jakby brakowało jej tchu.

Nawet pomimo cienkiej warstwy potu przylegającej do mojego ciała, zrobiło mi się lodowato.

– Skąd dowiedzieli się, kim jestem, Caroline? – rzuciłam ostro, chwytając ją za ramiona i zmuszając, by na mnie spojrzała.

Łzy napłynęły do jej oczu i widziałam, że zaczyna wpadać w panikę. – Nie wiem! Nie wiem! – Jej głos stał się piskliwszy, gdy łzy groziły wypłynięciem z jej oczu.

– Musimy znaleźć Viktora i się stąd wynosić – warknęłam, skanując wzrokiem tłum.

Skrzyżowałam spojrzenie z obcym mężczyzną stojącym po drugiej stronie klubu. Nawet pomimo dudniącej muzyki i migających świateł, patrzyliśmy prosto na siebie.

Z przerażeniem patrzyłam, jak podnosi coś w powietrze i celuje tym prosto w moją twarz.

– Padaj! – próbowałam przekrzyczeć muzykę. Złapałam Caroline za ramię i szarpnęłam ją na podłogę w samą porę, by usłyszeć huk wystrzału z broni.

Dudniąca muzyka, która jeszcze przed chwilą brzmiała tak skocznie, teraz przypominała jakiś żałobny marsz w rytmie techno.

Na dźwięk wystrzału ludzie zaczęli panikować i rozbiegać się we wszystkich kierunkach. Zerwałam się z podłogi i rozejrzałam za Caroline lub Viktorem. Żadnego z nich nigdzie nie było.

„Musimy odciągnąć ich od tych ludzi, Arabello” – krzyknął głos Aeli w moim przesiąkniętym paniką umyśle.

Mężczyzna, z którym skrzyżowałam spojrzenie, był teraz znacznie bliżej, przepychając się przez tłum, by się do mnie dostać. Odskoczyłam od niego i najszybciej jak potrafiłam, zaczęłam przeciskać się przez oszalałych z przerażenia ludzi.

Zamiast kierować się do głównych drzwi, pobiegłam na tyły klubu. Modliłam się, by mieli gdzieś w zasięgu ręki tylne wyjście.

Moje palce prześlizgnęły się po drzwiach toalet, aż mój wzrok zatrzymał się na czerwonym napisie WYJŚCIE wiszącym zaledwie kilka stóp dalej. Nie wahałam się, rzuciłam się do drzwi i wpadłam przez nie z impetem.

Wytoczyłam się na śliską alejkę. Zapach szczyn i śmieci wypalił mi nozdrza.

Ogrodzenie z siatki było zimne w zetknięciu z moimi plecami, a moje oczy skanowały bok klubu i wejście do alejki.

Przecież właśnie tego chciałam, prawda? Chciałam odciągnąć ich od wszystkich innych, uchronić resztę przed niebezpieczeństwem. Nie miałam planu na wypadek, gdyby po mnie przyszli. Nie było mowy, żebym zdołała odeprzeć atak kilku mężczyzn, a co gorsza, Likanów.

W wejściu do alejki pojawiły się cztery sylwetki, a moje serce niemal się zatrzymało. Mogłam przez mgłę dostrzec długie, kudłate włosy u każdego z tych mężczyzn.

– Aela, co mam robić? – Mój głos był podszyty strachem.

Aela zamilkła na chwilę. „Walczymy, Arabello. Razem”.

Czułam, jak jej siła przepływa przeze mnie i napięłam się, czekając na moment do ataku.

Szanse na moje przetrwanie były znikome, jeśli mieli broń. Kule z tojadem doprowadziłyby do potwornie bolesnej śmierci, ale nie mogłabym żyć ze sobą, gdybym nie spróbowała.

Czułam, jak otacza mnie moja własna aura mocy. Krew mojego taty, Króla Alfa, i krew jego przodków, krążyła w moich żyłach.

Ostatnią myślą, jaka przemknęła mi przez głowę, była twarz Viktora.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki