languageJęzyk

Rozdział 5

Autor: Aeliana Thorne23 mar 2026

Pokonałam drogę z altany do gabinetu mojego wuja. Z biegiem lat powoli nauczyłam się na pamięć całego domu i wszystkich jego labiryntowych korytarzy.

Jako dziecko często zakradałam się pod gabinet wuja lub taty, by podsłuchiwać niektóre z ich spotkań. Choć nie rozumiałam większości z ich rozmów, sprawiało to, że czułam się jak szpieg.

Zapukałam kilka razy w duże, dębowe drzwi i czekałam. Po kilku chwilach otworzyły się z rozmachem i ktoś z nich wyszedł. Dziwnie wyglądający mężczyzna o jeszcze dziwniejszym wyrazie twarzy.

– Księżniczko Arabello. – Mężczyzna skinął głową, a ja spojrzałam na niego z ciekawością. Jego jasnoniebieskie oczy powoli powędrowały po mojej twarzy, a ja poczułam się jak eksponat na wystawie. W jego spojrzeniu było coś, co sprawiało, że czułam się niekomfortowo.

Miał jasne włosy, które gładko opadały na głowie w jednym kierunku. Broda w tym samym kolorze sięgała mu aż do jabłka Adama. Nie przypominałam sobie, bym kiedykolwiek wcześniej go spotkała.

– Dzień dobry, panu. – Skinęłam głową i posłałam mu lekki uśmiech. Zawsze uczono mnie, by traktować nieznajomych jak członków rodziny królewskiej i zawsze robić dobre pierwsze wrażenie.

Skinął głową, odwrócił się i ruszył korytarzem, z którego właśnie przyszłam. Mój wuj wychylił głowę z gabinetu i posłał mi uśmiech, ale wyglądał on na wymuszony.

– Wzywałeś mnie? – uśmiechnęłam się półgębkiem, wchodząc do jego gabinetu.

Spojrzenie wuja powędrowało na Viktora, a w końcu napotkało moje.

– Możesz zaczekać na zewnątrz, Viktorze. – powiedział wuj niemal chłodno, co było z jego strony niezwykłym tonem. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego z dezorientacją. Czy to nie on mówił, że muszę zaakceptować obecność ochroniarza?

Westchnęłam i odwróciłam się od wuja. – W porządku, Viktorze. Wyjdę za pięć minut.

Viktor skinął raz głową, wbijając wzrok w moje oczy. Jego ciemne oczy wyglądały na zirytowane, może nawet wściekłe. Byłam pewna, że nie czuł się komfortowo, zostawiając mnie samą, skoro otrzymał zadanie bycia moim ochroniarzem.

Nie odrywając swoich ciemnych oczu od moich, postukał palcem w zegarek.

– Pięć minut. – Skinęłam głową, nie do końca pewna, skąd go zrozumiałam.

Wyszedł z pokoju, a ja zamknęłam za nim drzwi.

Opadłam na jedno z krzeseł i posłałam wujowi dziwne spojrzenie.

– Wybacz, Arabello. W dzisiejszych czasach nie jestem pewien, komu można ufać. – Wuj zbył to cichym śmiechem.

Zmarszczyłam brwi. – Dlaczego mnie tu wezwałeś, wuju?

Wuj Jaspar westchnął i splótł dłonie; wydawał się walczyć z tym, co ma powiedzieć. Mój wzrok przemknął na szklankę whiskey stojącą na jego biurku i w połowie opróżnioną butelkę bursztynowego płynu.

– Twój ojciec i ja znaleźliśmy się w pewnym impasie. On chce cię chronić, ale ja uważam, że są pewne rzeczy, o których musisz wiedzieć. – Wuj Jaspar westchnął.

– Jeśli pewnego dnia mam przejąć władzę, muszę rozumieć, co się dzieje. – Zmarszczyłam brwi.

Wuj Jaspar przytaknął. – Zgadzam się. Twój ojciec z kolei nie chce cię denerwować.

– Więc wal prosto z mostu. – Skrzyżowałam ramiona. To było dziwne, jak wuj Jaspar niemal próbował rzucić tatę na pożarcie, ale nie pozwolę, by to wpłynęło na moje relacje z tatą. Jest jednym z najmądrzejszych mężczyzn, jakich znam, a wszystko, co dla mnie robi, wynika z miłości.

– Po pierwsze, wydaje się, że miasteczko i posiadłość są całkowicie bezpieczne. Miesiąc temu miało miejsce kilka ataków i nie byliśmy w stanie ustalić, czy to sprawka wyrzutków, czy po prostu wrogów twojego ojca. Wygląda na to, że wszyscy odeszli, a ataki ustały. – Jaspar skinął głową, a w moim gardle uwiązł oddech.

W mojej pamięci przemknęło wspomnienie matki i wilka, który rozszarpał jej gardło.

Miałam sucho w ustach i nie ufałam własnemu głosowi, ale skinęłam głową, by kontynuował.

– Twój ojciec wciąż upiera się przy zatrzymaniu Viktora w ramach środków ostrożności, ale wygląda na to, że teraz wszystko jest bezpieczne. Twój ojciec i ja wprowadziliśmy również nowe środki bezpieczeństwa, specjalnie na twoje urodziny. – Jaspar pokiwał głową do samego siebie.

Zmarszczyłam brwi, moje urodziny miały być wyzwaniem samym w sobie.

Jaspar westchnął, a jego srebrne oczy błądziły po mojej twarzy. – Jeśli chodzi o twoje urodziny, obawiam się, że będzie to bardziej skomplikowane, niż rozmawialiśmy o tym podczas kolacji.

– Skomplikowane? W jaki sposób? – Skrzywiłam się. Kolejna rzecz, na którą powinnam czekać z utęsknieniem.

– Władcy innych stad nie zważają zbytnio na to, czy jesteś ich przeznaczoną partnerką, czy nie. – Jaspar zmarszczył brwi, ale ja poczułam jedynie ulgę.

Przechyliłam głowę zdezorientowana. – A dlaczego to niby źle? Dla mnie brzmi to dobrze.

– To bardzo źle. Nie zważają na to, ponieważ są zdeterminowani, by cię zdobyć bez względu na wszystko. – Jaspar skrzywił się na widok butelki bursztynowego płynu na biurku.

– Niech ci idioci spróbują. – warknęła Aela.

Zmarszczyłam brwi. – Musimy chociaż zachowywać się uprzejmie, Aelo.

– Dobra, ale jeśli nas dotkną, złamię im rękę. – Aela wzruszyła ramionami.

– Umowa stoi. – Skinęłam głową, w pełni zgadzając się z moją porywczą wilczycą.

Niemal zadławiłam się własnym oddechem i zdusiłam go kaszlem. – Słucham?

– Właśnie, Arabello. – Jaspar zmarszczył brwi. – Twój ojciec traktuje przeznaczonych partnerów, jakby byli święci, ale wiele innych stad nie podziela jego poglądów.

Grymas Jaspara sprawił, że zaczęłam się zastanawiać, w co on sam wierzy. Czy wierzył w to samo, co mój ojciec?

– Nie rozumiem. – Pokręciłam głową. – Jak można tak po prostu odrzucić swojego przeznaczonego, danego przez samą boginię?

W tej chwili spojrzenie Jaspara wydawało się udręczone. – Ludzie zrobią wszystko, co muszą, dla władzy, Arabello. Zadbaj o to, by o tym pamiętać.

Skrzyżowałam ramiona i wydęłam wargi w upartym dąsie. – Mogą próbować do woli, wuju. Jeśli mam zaakceptować jakiegokolwiek mężczyznę, będzie to mój przeznaczony. – warknęłam.

– Cała matka. – Jaspar parsknął i pokręcił głową.

Przytaknęłam. – Była mądrą kobietą.

– Genialną, tak naprawdę. – Jaspar uśmiechnął się szeroko. – Ale Arabello, musisz też wziąć pod uwagę, co jest najlepsze dla tego Królestwa. – Jaspar zmarszczył brwi, a ja natychmiast odrzuciłam jego słowa.

– Wuju, z twoich słów wynika, że powinnam zaakceptować jednego z tych mężczyzn. – Skrzywiłam się, patrząc w jego srebrne oczy.

Jaspar zmarszczył brwi. – Jeśli poczujesz się skłonna zaakceptować jednego z nich, twój ojciec i ja cię w tym wesprzemy.

– Dobrze więc. – warknęłam, wstając z miejsca. Jego pięć minut minęło.

Jaspar wstał w tym samym czasie co ja. – Jeszcze jedno, Arabello.

– Tak, wuju? – powiedziałam sztywno. Zdecydowanie potrzebowałam świeżego powietrza.

Jaspar zmarszczył brwi, ale w jego oczach kryło się coś jeszcze. – Czy znasz tożsamość swojego ochroniarza?

– To Viktor? – Znów byłam zdezorientowana.

Jaspar zmarszczył brwi, wyglądał, jakby intensywnie zastanawiał się nad kolejnymi słowami. – Wygląda na to, że twój ochroniarz w cudowny sposób pojawił się akurat wtedy, gdy twój ojciec go potrzebował. Po prostu jestem ciekaw, kim on tak właściwie jest.

– Nie mam pojęcia, wuju. – Wzruszyłam ramionami. Choć jego słowa tylko spotęgowały moją ciekawość, nie czułam, by Viktor stanowił zagrożenie. Jeśli już, Viktor sprawiał, że czułam się bezpieczna i wręcz nietykalna.

Jaspar zastąpił zmarszczone brwi krzywym uśmiechem. – Koniecznie daj mi znać, jeśli się tego dowiesz.

– Oczywiście, wuju. – Skinęłam głową, wychodząc z jego gabinetu.

Viktor opierał się o drzwi, a jego muskularne ramiona były skrzyżowane na klatce piersiowej. Uniósł ku mnie jedną brew, a ja niemal widziałam pytania kłębiące się za jego obsydianowym spojrzeniem.

Byłam pewna, że wyglądam na kompletnie roztrzęsioną. Moja twarz płonęła, a oczy były rozszerzone z powodu zbyt wielu emocji do przetrawienia.

– Później. – Wypuściłam powietrze z ust. – Potrzebuję trochę powietrza.

Poszłam korytarzem i weszłam po schodach. Chciałam udać się gdzieś, gdzie nikt nie będzie mi przeszkadzał. Na chybił trafił otworzyłam jedne z wielu drzwi do sypialni i weszłam do środka. Viktor zamknął za mną drzwi i podążył za mną na balkon.

Ze sfrustrowanym sapnięciem opadłam na jedno z krzeseł.

Viktor stanął obok mnie, wbijając wzrok w moje oczy.

– Wiesz, możesz usiąść. – Uniosłam brew, patrząc na mojego niezwykle atrakcyjnego ochroniarza.

Nie zdziwiło mnie, gdy Viktor pozostał cicho i po prostu potrząsnął głową na „nie”.

– Jak wolisz. – Westchnęłam, opierając głowę na dłoni i spoglądając w dół na ogrody poniżej.

Jakby Viktor był magnesem, zauważyłam, że mój wzrok nieustannie do niego wracał.

Pozwoliłam swoim oczom wędrować po każdym paśmie jego włosów, a także po łuku jego gęstych brwi.

Jedna z jego brwi uniosła się, a ja zdałam sobie sprawę, że mam na twarzy gniewny wyraz.

– Po prostu dużo do przemyślenia. – Westchnęłam.

Ojciec i matka zawsze wychowywali mnie tak, abym szanowała i pielęgnowała więź przeznaczenia. Bo w końcu, jak można tak po prostu odrzucić swoją bratnią duszę? Kogoś, kto był ci pisany od chwili narodzin. Brzmiało to dla mnie tak bardzo niewłaściwie, jednak wuj Jaspar niemal do tego zachęcał.

Z tego co wiedziałam, wuj Jaspar nigdy nie spotkał swojej przeznaczonej. Może po prostu nie mógł wypowiadać się z doświadczenia. Gdyby miał to, co mama i tata, nie odsuwałby tak łatwo więzi przeznaczenia na bok.

– Mogę cię o coś zapytać? – Zauważyłam, że w roztargnieniu odzywam się do Viktora. – Wiem, że nie otrzymam konkretnej odpowiedzi, ale możesz skinąć głową. – Westchnęłam.

Moje oczy powędrowały po masce, która zakrywała dolną połowę jego twarzy. Zastanawiałam się, jak wyglądają jego usta.

Zostałam sprowadzona z powrotem do rzeczywistości, gdy Viktor skinął głową na „tak”.

– Masz swoją przeznaczoną, Viktorze? – Mój głos zabrzmiał cicho i refleksyjnie.

Straciłam poczucie czasu, gdy jego ciemne oczy wwiercały się w moje. Ponownie potrząsnął głową na „nie”.

– Ja też nie. – Westchnęłam. Czy wszystko byłoby prostsze, gdybym znalazła swojego przeznaczonego? Najprawdopodobniej.

– Gdyby ktoś ci powiedział, żebyś odrzucił swoją przeznaczoną dla większej władzy, co byś zrobił? – Zapytałam, choć wiedziałam, że nie odpowie.

Czułam, jak moja twarz płonie pod jego spojrzeniem. Jego oczy zdawały się błądzić po mojej twarzy, szukając czegoś.

– Pieprzyć władzę. – odpowiedział głęboki głos Viktora, a mi niemal opadła szczęka. Jego głos miał lekki akcent, coś szorstkiego i gardłowego. To tylko spotęgowało intensywne przyciąganie, które zdawałam się do niego czuć.

Z moich ust wyrwała się seria chichotów, zanim zdążyłam je zacisnąć.

Gdy się śmiałam, coś błysnęło w oczach Viktora, ale zbyt dobrze to ukrył.

– Dziękuję ci za to. – Skinęłam głową, obdarzając go szczerym uśmiechem. – To stawia pewne sprawy w odpowiednim świetle.

Byłam niemal pewna, że żaden z pozostałych władców nie przyciągnie mojej uwagi, ale ze względu na tatę zamierzałam zachować otwarty umysł. Jednak z całą pewnością nie pozwolę, by ci mężczyźni weszli mi na głowę. Ta myśl wywołała dziwny ścisk w moim żołądku, a poczułam jeszcze większe zdezorientowanie, gdy w mojej głowie nieustannie pojawiała się twarz Viktora.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: Rozdział 5 - Odkrywanie mojego milczącego ochroniarza | StoriesNook