Perspektywa Viktora
Jego zapach to się pojawiał, to znikał.
W jednej chwili go wyczuwałem, a w następnej ulatniał się, jakby po prostu zapadł się pod ziemię. I tak wyglądało to przez ostatnie trzydzieści minut.
Podążałem za tropem, dopóki się nie urywał, by zaraz pojawić się znowu, za każdym razem silniejszy. Wciąż go ścigałem, a moje łapy sunęły nad ziemią, ciężko i szybko uderzając w grunt. W bi






