Perspektywa Viktora
Byli martwi.
Wszyscy, poza jednym, a nie minęło nawet trzydzieści minut.
Wszystko rozmazało się, gdy zaatakowałem. Przestałem być świadomy siebie, nie liczyło się nic poza rozszarpywaniem ludzi, a krew tryskała na leśną ściółkę. Moje kły i pazury bez wahania przebijały się przez ciało, gdy przemieszczałem się od jednych zwłok do drugich. W końcu wyprostowałem się; moje białe fu






