Pożar był w większości opanowany. Węże syczały i tryskały wodą, buty dudniły o popękaną betonową podłogę, a w powietrzu niosły się wykrzykiwane polecenia.
Zapach dymu wciąż się unosił, ale to, co najgorsze z pożaru, zostało zduszone.
Alejandro nie zwracał na to najmniejszej uwagi.
Usiadł na masce swojego samochodu, z oddali obserwując, jak ratują to, co zostało.
Ciężki koc otulał jego szerokie ram






