Andre podszedł do stolika, trzymając luźno w jednej dłoni małe pudełko. Cross wlókł się za nim z ramionami skrzyżowanymi na piersi i mocno zmarszczonymi brwiami, a jego srebrne oczy były utkwione w tyle głowy Andre.
– Andre. – Zen wstał i uścisnął mu dłoń. – Kopę lat, stary. – Uśmiechnął się.
Andre pokiwał głową. – Dobrze cię znów widzieć, Zen – odpowiedział, klepiąc Zena po plecach.
– Cześć, Cros






