Pocałunek był głęboki, powolny i smakował miesiącami niewypowiedzianych przeprosin. Kiedy w końcu się od siebie oderwali, obaj byli pozbawieni tchu, a ich czoła opierały się o siebie w cichym azylu pokoju. „Przestrzeń”, o którą prosił Ida, okazała się próżnią, która omal ich obu nie udusiła.
– Spóźnimy się na śniadanie – wyszeptał Cody, choć nie zrobił żadnego ruchu, by się odsunąć. Jego dłonie wc






