Ręka Nyktosa wciąż porusza się na jego członku, choć znacznie zwolnił tempo.
Obserwuje mnie przymrużonymi oczami. Jego policzki są rozkosznie zarumienione. Mięśnie ma napięte, jakby od dłuższego czasu powstrzymywał się na samej krawędzi.
— Zamknij drzwi — mówi Nyktos, a brzmi to jak rozkaz.
Cofam się na korytarz.
— Vespera — woła.
Zatrzymuję się.
— Wejdź do środka i zamknij za sobą drzwi — powtarz






