Pędzimy z Nyktosem do pokoju dziecka. Płacz Lyry słychać głośno przez monitor, ale na żywo jest jeszcze głośniejszy. Podbiegam do łóżeczka i zaglądam do środka.
Zwymiotowała na siebie. Na przodzie jej body widać jasnozieloną, mazistą treść. Część wypłynęła poza ubranko, na prześcieradło.
– Rozchorowała się – mówię. Pędzę za siebie, w stronę przewijaka, i chwytam ręcznik.
Nyktos stoi kilka stóp od






