Zjadłem śniadanie, jadąc do pracy. Wchodząc do biura, unikałem ludzi. Wszystko szło zgodnie z planem, dopóki nie otworzyłem drzwi swojego gabinetu i nie zobaczyłem Maddoxa siedzącego na kanapie.
– Jakieś ostrzeżenie byłoby miłe – rzuciłem do Brei. Byłem w podłym nastroju i musiałem się hamować, żeby w moim głosie nie brzmiał gniew. Brea była darem od niebios; pełniła funkcję mojej asystentki, ale






