W niedzielny poranek piekłam babeczki, a Ryker siedział przy moim kuchennym stole ze szkicownikiem i ołówkiem. Rozmawialiśmy od czasu do czasu, ale przeważnie po prostu cieszyliśmy się swoim towarzystwem w ciszy.
— Nie wykonuj żadnych gwałtownych ruchów, ale spójrz na drzwi gabinetu — szepnął do mnie Ryker. Zauważyłam, że zerka w tamtą stronę, starając się nie robić tego zbyt ostentacyjnie. Powoli






