VENUS
Mój telefon zawibrował na blacie.
Dźwięk był cichy. Zwyczajny.
Zamarłam, woda wciąż spływała mi po ramionach, a oddech uwiązł mi w połowie wdechu. Przez jedną irracjonalną sekundę rozważałam zostawienie go tam, by brzęczał, dopóki nie rozładuje się bateria, udając, że niewiedza wciąż może mnie ochronić.
Ale Andrea nie uznawała „może”.
Wyłączyłam wodę i sięgnęłam po ręcznik, owijają






