VENUS
Korytarz wypuścił mnie do jadalni niczym oddech, z którego wstrzymywania nie zdawałam sobie sprawy.
Poranne światło wlewało się przez wysokie okna, blade i zwodniczo łagodne, oświetlając scenę, która należała do życia, którego już prawie nie poznawałam. Długi stół lśnił, idealnie nakryty. Talerze ułożone z zachowaniem pełnej symetrii. Sztućce wyrównane co do milimetra. Wersja normalności






