VENUS
Droga do domu minęła w ciszy.
Nie w tej ostrej, duszącej ciszy, która następuje po kłótni. Nie w takiej, która prowokuje, by odezwać się jako pierwszym. Ta cisza nie prosiła o nic. Po prostu istniała, osiadła między nami niczym coś z góry ustalonego.
Opony szumiały o asfalt. Miasto rozmywało się za przyciemnianymi szybami, odległe i bez znaczenia. George siedział obok mnie, jego małe dłonie






