VENUS
Nie odjechałam daleko.
Wystarczająco daleko, by poczuć, że uwolniłam się od jej dusznej obecności.
Na pierwszym skrzyżowaniu za restauracją zjechałam na pobocze — drżały mi ręce. Mój telefon leżał w mojej dłoni, ciężki, znajomy, stanowiąc więź z życiem, które przestało być bezpieczne.
Wpatrywałam się w niego. Następnie otworzyłam drzwi i upuściłam go do rynsztoka.
Wylądował z głuchym, n






