VENUS
Wsiadłam z powrotem do samochodu i siedziałam dłużej, niż zamierzałam.
Silnik pracował na wolnych obrotach. Światła deski rozdzielczej jarzyły się łagodnie, obojętnie. Moje dłonie spoczywały na kierownicy, palce były zaciśnięte, a knykcie blade. Przez chwilę pozwoliłam sobie poczuć ślad po ramionach Coltona — echo bycia trzymaną w objęciach bez oczekiwań, bez kalkulacji.
Potem wzięłam wde






