VENUS
Przedmiot wylądował w mojej dłoni ze znajomym, druzgocącym ciężarem.
Mój telefon.
Ten sam, który dzień wcześniej wrzuciłam do rynsztoka. Ten sam, który porzuciłam drżącymi rękami, bo musiałam poczuć się nieuchwytna. Teraz był suchy. Czysty. Bez zadrapań. Jakby nigdy nie został wyrzucony.
Oddech uwiązł mi w gardle.
Kobieta niczego nie wyjaśniała. Nie musiała. Po prostu cofnęła się, z prz






