VENUS
Pokój był grobowcem. Nieruchomym. Zastałym. Dusznym.
Gęstszy teraz, zapach zgnilizny i rdzy zaciskał się wokół moich płuc niczym pętla. Powietrze nie po prostu tu było, ono dusiło. Każdy oddech smakował rozkładem i metalem, a z każdym wydechem czułam, jakbym powoli się poddawała.
Ale nie byłam martwa.
Jeszcze nie.
Liny zamieniły moje nadgarstki w strzępy. Rozdarta skóra, zaschnięta krew






