VENUS
Poranek zastał mnie w błogim nastroju.
Ten jeden raz miasto za oknem nie obudziło mnie klaksonami i syrenami, ale powolnym szelestem pościeli i zapachem kawy unoszącym się w penthousie. Zamrugałam, patrząc na strumień złotego światła wpadającego przez zasłony, wpół oczekując, że w oczach Aarona wciąż dostrzegę burzę, która szalała w nich zeszłej nocy.
Ale zamiast tego był tam on, siedz






