WENUS
Następnego ranka weszliśmy na pokład samolotu.
Aaron nadal był na mnie wściekły. Milczał i był nieprzenikniony. Cały postęp, jaki zrobiliśmy w Rzymie, przepadł.
Trudno się dziwić.
To był mój pierwszy prawdziwy start. Przynajmniej tym razem byłam przytomna.
I chociaż za wszelką cenę chciał mnie zignorować, wciąż pozwolił mi trzymać swoją dłoń, gdy samolot z rykiem obudził się do życia.






