VENUS
Ta gala była nie z tego świata. Krzyczała bogactwem w sposób ocierający się o obsceniczność – nawet dla kogoś przyzwyczajonego do stania u boku Aarona Sinclaira. Byłam z nim na sporej liczbie imprez z wyższych sfer, ale nigdy na czymś takim. Żyrandole błyszczały jak tysiąc gwiazd uwięzionych w kryształowych klatkach, a muzyka dudniła przez marmurowe ściany – przejmująca, elegancka i niemożli






