VENUS
Kiedy wróciliśmy do stołu, Andrei już nie było.
Żadnego dramatycznego wyjścia. Żadnego wściekłego stukania obcasami czy trzaskania drzwiami. Tylko jej pusty kieliszek po winie — i zapach jej chaosu, unoszący się jak tanie perfumy w aksamitnym pokoju.
– Powiedziała, że ma do załatwienia coś ważnego – rzuciła Rosemary z uprzejmym uśmiechem.
Jasne. Coś ważnego.
Jak chociażby zatrucie powietrza,






