W szpitalu Arthur był zachwycony ponownym spotkaniem z Cassią. Kiedy Kaelie była mała, ona i Cassia były nierozłączne — zawsze kręciły się po rezydencji Ashcroftów, jakby to był ich drugi dom.
— Cassio, wieki mnie nie odwiedzałaś — droczył się Arthur, a uśmiech igrał na jego pomarszczonej twarzy. — Co, zapomniałaś o tym staruszku?
Cassia zachichotała, obierając dla niego owoc i nalewając kubek cie






