AELIANA
Mijały trzy dni od naszego powrotu; udaliśmy się prosto do Watahy Karmazynowego Księżyca. Dziwnie było tu wrócić, wiedząc, że to już nie jest moja wataha. Nie wspominając o spojrzeniach, które mnie śledziły — wszyscy zwracali się do mnie „Królowo Luno”, co sprawiało, że czułam się nieswojo.
Rozłąka z Voktorem nawet na kilka godzin była trudna; zdałam sobie sprawę, jak ważna jest więź par






