Przedpołudniowe słońce grzało moją skórę, gdy wyszłam na zewnątrz; powietrze było tu świeższe niż w przesyconym zapachami perfum wnętrzu hotelu. Z udogodnień korzystało już kilka wilkołaków i Lykanów, zachowując od siebie ostrożny dystans, jakby z mocy niepisanego porozumienia. Stare nawyki odchodziły w zapomnienie z wielkim trudem, nawet na szczycie poświęconym jedności.
Zaczęłam od wolnego truch






