Stałam samotnie na skraju sali balowej, chwytając moment na oddech, trzymając w dłoni kieliszek szampana, którego jeszcze nie zdążyłam skosztować. Kryształowe żyrandole rzucały załamane światło na twarze, zarówno te znajome, jak i obce – część należała do wilkołaków, część do Likanów, a wszystkie łączyła powściągliwa ostrożność, z jaką mnie oceniano. Po drugiej stronie sali Theo pochylał się w str






