Prowadziłem Lolę przez mniej znane korytarze pałacu, unikając wspaniałych sal, w których mogli czaić się ministrowie i dworzanie. Jej palce lekko drżały w moich, choć jej twarz pozostawała opanowana – wyćwiczona szlachecka postawa, która jednak nie potrafiła do końca zamaskować ukrytego pod nią niepokoju. Mały salonik, który wybrałem na herbatę, był ukryty w skrzydle rodzinnym, z dala od oficjalny






