Wieczorne cienie kładły się długimi pasmami na pałacowych błoniach, gdy prowadziłem Lolę ku skrajowi lasu. Nasze dłonie były splecione, a kroki przyspieszały pod wpływem wspólnego oczekiwania. Leon poruszył się w moim umyśle, niecierpliwy i spragniony, a jego obecność stawała się coraz bardziej natarczywa z każdym krokiem w stronę ściany drzew. Obok mnie oczy Loli nabrały bursztynowego blasku, któ






