Przemierzałem hol wejściowy pałacu jak zwierzę w klatce. Dłonie miałem zaciśnięte tak mocno, że paznokcie zostawiły półksiężyce na moich dłoniach. Christian stał obok mnie; jego twarz była staranną maską, która nie do końca skrywała zmartwienie w jego szarych oczach. Każda sekunda przeciągała się w wieczność, gdy czekaliśmy. Wiadomość o ataku odtwarzała się w moim umyśle niczym koszmar, z którego






