Sufit nad moim łóżkiem stał się płótnem dla mojej wyobraźni po trzech dniach wpatrywania się w niego. Policzyłam cienkie jak włos pęknięcia (siedemnaście), zapamiętałam subtelne wariacje w białej farbie (przynajmniej trzy różne odcienie, w zależności od tego, jak padało światło), a nawet nazwałam małą plamę zacieku w rogu (Herbert). Artemis niespokojnie krążyła we mnie, jej złota obecność uwierała






