Apartament gościnny wydawał się niewłaściwy… zbyt idealny, zbyt bezosobowy, jakby spało się w muzeum, gdzie wszystko lśniło nietkniętą nowością. Prawie nie spałam, bliźniaczki były niespokojne bez uspokajającej obecności Theo w pobliżu, a moja wilczyca krążyła w pobudzeniu pod moją skórą. Na moją prośbę śniadanie dostarczono do mojego gabinetu – była to próba uniknięcia jadalni, gdzie mogłabym wpa






