Dziesięć tygodni leżenia w łóżku zmieniło moje ciało w obcego: ociężałego od bliźniąt, osłabionego utratą krwi i pustego w miejscu, gdzie niegdyś obecność Theo ogrzewała mnie od wewnątrz. Brak więzi godowej zionął niczym otwarta rana, która nie chciała się zagoić, nawet gdy poszarpany ślad na mojej szyi zabliźnił się w bladą, nierówną szramę. Ale ten poranek był inny. Tego ranka wcisnęłam opuchnię






